Z jednej strony mamy wskazania na grudzień/styczeń jako czas, w którym wojna może się przenieść na kraje UE, a z drugiej strony dowiadujemy się dziś o tym, że Donald Trump zaprosił swojego rosyjskiego odpowiednika Władimira Putina na szczyt G20, który USA będą gościć w Miami w grudniu, ponieważ Waszyngton stara się przekonać Rosję i Ukrainę do zakończenia wojny.
W tym systemie na dwoje babka wróżyła. Wojna lub Trump jako człowiek pokoju. Być może prezydent USA okaże się człowiekiem, który w końcu zakończy wojnę. I choć biorę pod uwagę oba warianty, to na ten czas ciężko mi jest uwierzyć w kres wojny, która przede wszystkim opłaca się Stanom Zjednoczonym (m.in. zyski korporacji zbrojeniowych). Poza tym wojna zmienia optykę jak powiedział klasyk. Dzięki wszczepionemu społeczeństwu strachowi lepiej jest zarządzać tłumami.
Jeszcze inaczej patrząc, gdyby taki Trump ogłosił pokój, kiedy straszy się nas praktycznie codziennie przelotami F16 i planem ewakuacyjnym masy pokochałyby takiego lidera oddając mu cześć i chwałę…
Jest tez trzecie wyjście. Dzisiaj Tusk po raz kolejny wskazał jesień/zimę jako czas krytyczny:
Jesień i zima mogą być rzeczywiście krytyczne – mówił Donald Tusk podczas czwartkowej konferencji po spotkaniu z premierem Bułgarii Rumenem Radewem. Szef rządu zabrał głos w sprawie zagrożenia ze strony Rosji, wskazując, że należy się „dobrze przygotować” na najbliższe miesiące.
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-09-24/moga-byc-krytyczne-tusk-wskazuje-na-nadchodzace-zagrozenia/
Tym trzecim wyjściem może być nagły wybuch konfliktu państw NATO z Rosją, po czym w grudniu zaprowadzony może być pokój.
