Wydaję mi się, że jakoś chyba umknęło internetowi szalone oświadczenie Trumpa dotyczące jego otwartości w kwestiach rozmów na tematy seksualne.
Jak podaje The Mirror:
Prezydent Donald Trump wygłosił w piątek swoje trzecie w ciągu kilku dni przemówienie telewizyjne, w którym w dużej mierze pominął kwestie wojny z Iranem, rosnących cen gazu czy ponurych perspektyw dla Republikanów w listopadowych wyborach uzupełniając je komentarzami na temat genów swojego najstarszego syna, swojej preferencji do „zadawania się z nieudacznikami” i otwartości na pytania o seks.
„Możecie mnie pytać o cokolwiek chcecie. Możecie rozmawiać o seksie, o czymkolwiek chcecie. Jestem tu dla was
źródło; The Mirror.
Mój komentarz.
Oczywiście można tę kontrowersję można tłumaczyć przekierowaniem uwagi z tematów trudnych na tor boczny, na coś, co ma szokować i odwrócić uwagę. Tyle, że Trump od początku drugiej kadencji stara się być kontrowersyjny. Tak jakby nie miał już żadnych zahamowań i coraz bardziej przypomina mi swoją osobą postać jokera z Batmana. Tak naprawdę każdy nowy tydzień, a nawet dzień jest okazją dla Trumpa, aby ściągnąć na siebie uwagę całego świata choćby miał się ośmieszyć.
Pytanie, czy prezydent USA doradzający w kwestiach seksu oraz chwalący się sukcesami, których nie ma, to praca specjalistów od PRu, czy coś ponadto? Czy jest to coś, co powinni skomentować psychologowie?
