Nie tak dawno napisałem o zastanawiającej liczbie zgonów i zaginięć naukowców związanych z lotnictwem i NASA:
Dochodzi nowy przypadek.
Inżynier obrony lotniczej i weteran wojenny zginęli w katastrofie lotniczej wraz z rodziną.
W zeszłym tygodniu w katastrofie lotniczej w Karolinie Południowej zginął odznaczony pilot, inżynier lotnictwa i naukowiec zajmujący się obronnością, co rodzi pytania, czy incydent ten ma związek ze śmiercią i zaginięciem 11 naukowców zajmujących się badaniami nuklearnymi i kosmicznymi.
James „Tony” Moffatt, 60 lat, leciał z żoną Leasą, 61 lat, i synami Andrew, 30 lat, i Williamem, 28 lat, gdy samolot rozbił się w piątek w zalesionym terenie w pobliżu pasa startowego na lotnisku Union County w Południowej Karolinie, poinformowało biuro koronera hrabstwa Union.
Władze nie podały jeszcze przyczyny katastrofy, ponieważ NTSB i Federalna Administracja Lotnictwa prowadzą dochodzenie w sprawie tego incydentu.
Moffatt to kolejny naukowiec związany z badaniami aeronautycznymi i NASA , który trafił na pierwsze strony gazet, a śmierć i zaginięcie 11 osób o podobnym doświadczeniu budzą niepokój.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale wiem że przed pandemią i w jej trakcie umierali lekarze, którzy mogli ją podważyć lub ją podważali.
Pierwsze co przychodzi mi na myśl mając na uwadze korelacje między zgonami a rodzajem wykonywanej wcześniej pracy to być może szykowanie gruntu pod fałszywą inwazje obcych. W związku z tym, że system bestii może swobodnie podsłuchiwać każdego człowieka na świecie nie było czymś dla nich trudnym wyłapać potencjalnych oponentów przyszłej fałszywej flagi…
Ewidentnie jest coś na rzeczy.