Od początku istnienia bloga starałem się być uczciwy i choć wiem, że katolicyzm jako system jest odstępstwem, to gorliwi katolicy pokazują się jako ludzie czynu. Protestanci są zbyt zajęci kłóceniem się o teologię i z zasady muszą siedzieć cicho, aby czasami nie okazało się, że chrześcijaństwo biblijne jest atrakcyjne i praktyczne….
To dzięki bojkotowi katolików Empik zrezygnował ze spotu reklamowego z Nergalem:

wp.pl
Podobnie było z bojkotem energetyka DEMON:
https://www.se.pl/wiadomosci/exclusive/nergal-stracil-kontrakt-reklamowy-aa-PoAT-4nkY-Qoyq.html
Dziś z kolei otrzymałem mail z Fundacji Prawo do Życia, w którym opisują jak skutecznie wpłynęli na szpitale, które odmawiają przyjęcia do pracy aborterkę Gizelę Jagielską:
Szanowny Panie Piotrze!
Gizela Jagielska nie może znaleźć nowej „pracy” i rozważa rezygnację z dalszego jej poszukiwania w publicznych szpitalach. Jak powiedziała w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: szpitale nie chcą jej zatrudnić bo czują ogromną presję naszych wolontariuszy i głoszonej przez nich prawdy o aborcji.
To efekt 9 lat nieustępliwej walki naszych wolontariuszy pod szpitalem Oleśnicy – tysięcy godzin modlitwy, pikiet i akcji informacyjnych. Ta walka wciąż jednak trwa. W całej Polsce masowo zabijane są kolejne dzieci, a nienawiść zwolenników aborcji przybiera na sile. W ciągu ostatnich kilku dni doszło do kolejnego napadu na naszych działaczy – pod Szpitalem Bielańskim w Warszawie. Proszę przeczytać i wesprzeć nasze akcje.
Po zamordowaniu Felka w 9-tym miesiącu ciąży Gizela Jagielska stała się twarzą aborcyjnej machiny śmierci w Polsce. Jednak w niedawnym wywiadzie dla Gazety Wyborczej Jagielska skarżyła się zarówno na swój los, jak i na ogólną sytuację w polskich szpitalach. Jej zdaniem lekarze-aborterzy boją się mordować dzieci, a dyrektorzy szpitali robią wszystko, by uniknąć rozgłosu związanego z aborcją. Jak powiedziała Jagielska:
„Dyrekcje szpitali wolą unikać problemów. Nikt nie chce mieć pod oknami protestów. To prolajferzy dyktują warunki, a politycy się ich boją.”
Słowa Jagielskiej potwierdzają, że wywierana przez nas presja ma sens – strach przed opinią publiczną i protestami hamuje krwawe zapędy aborcjonistów.
Jagielska mówi, że: „nikt nie chce mieć pod oknami protestów”. Dlaczego? Ponieważ aborcja to tak okrutna i wstrząsająca zbrodnia, że wymaga ukrycia przed oczami społeczeństwa. Kiedy nasi wolontariusze przychodzą pod szpital i pokazują prawdę o aborcji, burzą w ten spokój „święty spokój” aborcjonistów, zmuszają ich sumienia do refleksji oraz przypominają, że czyny mają konsekwencje, zarówno dla życia doczesnego jak i wiecznego.
Aktualna sytuacja Jagielskiej związana z brakiem pracy to rezultat 9 lat walki, jaką nasi wolontariusze toczyli pod szpitalem w Oleśnicy. Przez te wszystkie lata spotykaliśmy się z narastającą agresją. Nasi działacze byli wielokrotnie napadani i atakowani z użyciem niebezpiecznych przedmiotów. Setki razy musieli stawać przed sądami. Policja i prokuratura, działając ramię w ramię z lokalnym układem politycznym i aborterami, wytaczały nam kolejne procesy. Kary i grzywny sądowe, które wymierzono nam za mówienie prawdy o aborcji w Oleśnicy, przekroczyły łącznie kwotę 100 000 złotych.
Presja ma sens. Musimy jednak spojrzeć szerzej na sytuację ogólną. Choć nasze działania ratują życie dzieci, kształtują sumienia Polaków, utrudniają aborcjonistom mordowanie i spowalniają aborcyjną machinę śmierci, w Polsce wciąż masowo morduje się dzieci poczęte w łonach matek – w szpitalach de facto na żądanie, oraz w domach za pomocą pigułek śmierci rozprowadzanych przez aborcyjne mafie.
Walka więc wciąż trwa. Nie możemy zaniechać naszych działań i uśpić naszej czujności fałszywym poczuciem, że „wygraliśmy”, gdyż aborcjonistka narzeka w Gazecie Wyborczej. Nasza batalia musi trwać dopóki aborcja stanie się dla Polaków czymś absolutnie nie do pomyślenia. Dopóki mordowanie dzieci nie zostanie całkowicie zakazane, a życie każdego dziecka nie będzie w pełni chronione przez polskie prawo.
Ta walka toczy się każdego dnia na ulicach polskich miast. Kształtujemy świadomość i sumienia Polaków i ścieramy się z cywilizacją śmierci. Agresja zwolenników aborcji narasta, ponieważ widzą oni naszą skuteczność i determinację. Zło nie oddaje pola bez walki.
Zaledwie tydzień temu pisaliśmy o wulgarnym ataku w Oleśnicy. Agresywni napastnicy, podburzeni medialną nagonką, po raz kolejny zaatakowali naszych wolontariuszy modlących się pod szpitalem. Zaraz po tym wydarzeniu, zaledwie kilka dni temu, doszło do kolejnego bandyckiego napadu, tym razem w Warszawie – pod Szpitalem Bielańskim. Nasz wolontariusz Maciej, który brał udział w akcji, tak relacjonuje przebieg zdarzenia:
„Agresywny mężczyzna podszedł do naszego namiotu i bez wahania, z dużą siłą, przewrócił statyw z megafonem. Sprzęt upadł na ziemię, a statyw uległ zniszczeniu. Niedługo później inny mężczyzna, aż kipiący nienawiścią, starał się nas siłą wyrzucić sprzed szpitala. Podjął próbę wyrwania mi mikrofonu i usiłował zaatakować mojego kolegę. Przez cały czas wykrzykiwał w naszym kierunku obelgi i przeklinał.”
Skąd biorą się te ataki? Zło tryumfuje tylko wtedy, gdy dobrzy ludzie milczą. Każda nasza obecność pod szpitalem dociera do sumień wszystkich ludzi, którzy wchodzą do środka i przechodzą obok. Każdy plakat z prawdą o aborcji jest szansą na uratowanie kolejnego dziecka. To jest właśnie presja, której tak bardzo boi się całe lobby aborcyjne.
Skoro Jagielska mówi, że „prolajferzy dyktują warunki”, to zróbmy wszystko, aby te słowa stały się faktem. Niech warunkiem w polskich szpitalach będzie bezwzględna ochrona życia, a nie swoboda zabijania. Żeby to nastąpiło, musimy być jeszcze bardziej aktywni i jeszcze bardziej widoczni w całym kraju.
W najbliższym tygodniu nasi wolontariusze będą m.in. w: Gliwicach, Mielcu, Poznaniu, Gorzowie Wielkopolskim, Kielcach, Białymstoku, Bydgoszczy, Zabrzu, Dęblinie, Słomnikach, Łukowie, Bielsko-Białej, Siedlcach, Zgierzu i Strykowie. Szczegółowy harmonogram akcji dostępny jest na naszej stronie.
Katolicy błądzą, są okłamywani przez Watykan, ale nie żyją w chmurach jak protestanci, dla których wszystkie problemy na świecie to cielesność, której nie wolno dotykać… (sarkazm).