Chciałbym dzisiaj z nieco innej strony ugryźć temat religijności pośród chrześcijan biblijnych.
W ostatnich latach spotkałem się z różnymi nurtami związywania duchowego, bo religijny oznacza związany od „łacińskiego religiare”.
Gdybym miał opisać takich ludzi, to są to głównie osoby, które jeszcze do niedawna albo żyły w nałogach albo były lub są to osoby zaburzone, ale w ich nowej rzeczywistości duchowej i wierze biblijnej ich pycha znalazła dla siebie miejsce.
Pamiętam jak kilka osób, którym pomogłem przyjeżdżając aby ratować ich syna nagle powiedzieli naszej grupie, że my jesteśmy poziom niżej. Oni zaś wzdychają przy modlitwach, mają uniesienia, czyli jednym słowem szczycą się emocjami, i dlatego są level wyżej. Inni zaś szczycą się wymawianiem prawdziwego imienia naszego Zbawiciela. Problem polega na tym, że wyjątkowość tej ostatniej grupy jest kuriozalna, gdyż jedni uważają, że prawdziwe imię Zbawiciela to Isus, drudzy uważają, że Jeszu (swoją drogą podobno to przekleństwo), inni Jehoszua Hamaszija. Nieważne, że chrzcili się w imię Jezusa, że modlitwy były wysłuchane w imię Jezusa. Ważne, że oni znają 'jedyne” prawdziwe imię, a reszta za nimi nie nadąża.
Jeszcze inną grupą są ci, którzy na bazie wiedzy o kształcie ziemi i spiskach czują się od innych lepsi. Ale jedną z moich pierwszych biblijnych sentencji było to, że „wiedza nie zbawia”.
Zresztą Paweł powiedział: „Choćbym ….. myślą ogarnął całą wiedzę …. a miłości bym nie miał – byłbym niczym”.
Prawda jest taka, że te „wyjątkowości” grup biblijnych to nic innego jak religijna pycha. Oni stoją wyżej, a inni muszą wzrastać za nimi. Gdyby jednak przyjrzeć się takim grupom bliżej, to w sercach poza pychą jest zawiść, rywalizacja, brak wdzięczności i Bóg wie jeszcze co….
Do dzisiejszego wpisu mimo, że jestem na urlopie nie skłoniła mnie jednak żadna konkretna sytuacja lecz list Pawła do Kolosan.
Mamy wiosnę, niebawem lato. Bóg jest na rowerze, na kajaku, na wycieczce w górach, bo tam doświadczamy sytuacji. Tam poznajemy ludzi i tam dajemy świadectwo.
Nie raz otrzymałem dobro od ludzi z tego świata. A propos gór, byłem kiedyś zaproszony do właścicieli pensjonatu w górach. Dawni katolicy a jakże, ale zgłębiający Biblię, narodziwszy się na nowo, ochrzczeni (miałem przyjemność ich ochrzcić), pozostali ludźmi, swojakami. Obaj Bracia mają firmy, ale żaden się nie wynosił.
To ważne, aby inni ludzie postrzegali nas jak….ludzi, a nie neo kapłanów…
Mam w Kielcach wielu znajomych. Część ma naprawdę dobre owoce pomimo braku nawrócenia. Modlę sie o nich, ale czasem wolę z takimi ludźmi obcować aniżeli z ludźmi religijnymi….
Pamiętajmy także, że ludzie nas oceniają i jeśli Słowo Boże do nich nie przemawia to przemawia to, jacy jesteśmy…
Kiedyś pewna osoba powiedziała o ludziach religijnych, że chcą być bardziej święci niż Bóg. Coś w tym jest…
Niektórzy biblijni wyszli z katolicyzmu do innych izmów… Mają inne obrządki i mogą być nimi nawet pieśni czy czytanie Biblii, które przecież nie są złe. Jak wiemy wszystko zależy od motywacji…Tak jak niektóre matki kochają swoje dzieci miłością egoistyczną, tak chrześcijanie mogą czytać Biblię uczynkowo… Wszystko zależy od podejścia..
Bóg nie zapyta nas po śmierci jakim imieniem się do Niego zwracałeś, czy miałeś uniesienia i wzdychnięcia, ani nie zapyta się o kształt ziemi, ale pokaże nam taśmy prawdy o nas samych, i to jakimi byliśmy ludźmi!
„(6) Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie, (7) wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie”.
Wielu wierzących pomimo studiowania biblii 5 lub 10 lat szuka drugiego i nawet trzeciego dna, tak jakby wciąż czekali na duchowe złote runo…
Pamiętam jak zacząłem poznawać Jezusa ja i moi bracia i siostry ze zjazdów. Byliśmy jak jedna super paczka, ale im dalej w las, im bliżej intelektualizmu i szukania ideału, piedestałów duchowych, lepszych jakości, tym bardzie wszystko zaczęło się dzielić i rodzina duchowa przestała być rodziną… Prawda jest taka, że wtedy byliśmy po prostu normalni. Byliśmy ludźmi.
Znaczna częśc chrześcijan pływa w niebie i nie pokazują swoim życiem, że żyją na ziemi.
Paweł napisał:
(6) Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie, (7) wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie
To oznacza, że mamy przestać „studiować”, a bardziej żyć. Nie raz pisałem, że wielu katolików ma lepsze owoce od wielu protestantów, czy chrześcijan biblijnych. Paweł mówi nam tutaj: przestańcie wiecznie się uczyć i w końcu przejdźcie do praktyki…
Ja osobiście mam taki imperatyw od około roku, góra dwóch…
Czasami nawet nie czytam Biblii, bo ważniejsze jest dla mnie wcielenie zasad, które poznałem w życie…
To nie oznacza porzucenia Biblii. Broń Boże. Czytam niekoniecznie „na przymus” codziennie i wiem przy tym, że Biblia jest kompasem, instrukcją życia, ale instrukcji codziennie nie muszę czytać…
Chcę być człowiekiem, a nie religiantem, czy surowym prawnikiem biblijnym.
Jeśli komuś mój tekst pomógł, to proszę o komentarz lub mail. Ja też chciałbym aby to co pisuję było praktyczne….
