Kiedy byłem katolikiem – chwała Bogu za to, że mnie wyciągnął z tej instytucji – rzadko modliłem się, a kiedy się modliłem miałem tylko listę życzeń. Jeśli miałbym to jakoś zobrazować, to pokazałbym dziecko, które notorycznie prosi o coś rodzica NIGDY nie dziękując za nic. Generalnie jest to bardzo smutny obraz. Zwłaszcza, że ów rodzić dość często coś dobrego daje. To, że nie daje wszystkiego wynika z mamy lub taty troski o dzieci, gdyż co by to było gdyby dziecko chciało jeść codziennie pięć pączków i pić trzy butelki coca coli? Tak na marginesie troskliwy rodzic w ogóle nie daje swemu dziecku coca coli. No może poza sytuacją kiedy trzeba cos odrdzewić lub jest ból żołądka (ponoć działa)….
Jeśli codziennie przedstawiamy Bogu jedynie swoje zmartwienia, a nie dziękujemy, nie tylko nie jesteśmy wdzięczni, ale i żyjemy w stanie permanentnego napięcia, ponieważ koncentrujemy się jedynie na problemach i troskach….

Mam świadomość tego, że nie zawsze mamy powody do radości, ale zawsze mamy powody do dziękczynienia. Tak jak ze szklanką do połowy pełną lub połowy pustą.
Chwała Bogu za to, że jest, za to, że nas nie opuszcza, za to, że nadal w Polsce nie mamy tak wielu nachodźców islamskich jak we Francji. Chwała Bogu za ludzi nam życzliwych.
Dopiszcie co chcecie i dziękujcie 🙂
