W zasadzie dobrze się z tym wszystkim stało. Przy okazji każdy powinien sobie zrobić rachunek sumienia i pomyśleć, czy wrócił pies do wymiocin swoich.
Znalazłem takie oto podejście, z którym się zgadzam w kwestii ważności lub nie chrztu:

Trzeba najpierw przeżyć nowonarodzenie.
I tak jak wcześniej wspomniałem, nie ja jestem autorem pojęcia „zamoczenia, a nie nawrócenia”…. Jest to fraza używana pośród ewangelików wobec osób, które potraktowały chrzest jak zabawę nie pokutując, bez metanoi. Objawia się to szczególnie w języku, w przekonaniach. Zresztą chrzest nie jest ani testem na wiedzę, ani obietnicą zbawienia.
Biblia mówi nam, że chrzest jest dopiero prośbą o dobre sumienie:
Odpowiednikiem tej wody jest chrzest, który teraz was zbawia. Nie jest on obmyciem brudu ciała, lecz wyrażonym Bogu pragnieniem dobrego sumienia, odwołującym się do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa 1 Piotra 3.
Niektórzy z chrztu robią sobie coś na miarę pasowania na rycerza czy też jak to w harcerstwie ma miejsce otrzymanie sprawności harcerskiej w postaci plakietki. Nie, tym chrzest nie jest.
Jeśli więc Twój stan serca jest gorszy lub taki sam jak przy chrzcie, to chrzest jest nieważny. Ma on dopiero sens kiedy się nawracasz od zła. Wiedza nie zbawia. Jezus zbawia, ale najpierw trzeba się uznać chorym…