Mojego ojca bardzo ciągnęło do tego by przeżyć coś ponad naturalnego. Niestety pewnego dnia zakupił sobie zestaw kart Tarota oraz książki odnośnie wróżenia z tych kart. Moja mama z jednej strony bała się jego zainteresowań z drugiej strony sama potrafiła nieco wróżyć ze zwykłych kart. Swojej siostrze wywróżyła kłopoty zdrowotne teściowej z sercem. I faktycznie wkrótce po tej wróżbie – teściowa mojej ciotki miała zawał serca.

Nastąpił dzień, gdy mój ojciec opanował sztukę wróżenia z kart. Bardzo się z tego powodu cieszył. Karty postawił mojej mamie.

– I co, co tam widzisz pytała moja matka

– Wszystko dobrze naprawdę – odpowiedział ojciec

– Co mnie czeka no mów wreszcie – niecierpliwa się moja mama

– Widzę dużą zmianę w życiu, prawdziwą rewolucję, widzę śmierć w rodzinie bliskiej i prezenty – odparł ojciec

– Śmierć ? – to ma być dobra wróżba

– Uspokój się może ktoś z rodziny umrze jakaś ciotka – uspokajał ją ojciec.

Na krótko przed tą wróżbą wzięłam z tatą psa ze schroniska. Tata czasem mówił coś bardzo dziwnego.

– To nie będzie mój pies powtarzał często

Razem z siostrą myślałyśmy, że plecie totalne głupoty, jak to nie jego pies. Fakt przed tym psem mój ojciec był bardzo związany z poprzednim, który miał zaledwie 2 lata i prawdopodobnie został otruty przez sąsiadów trutką na szczury.

– Ja niedługo się stąd wyprowadzę, ja nie będę tu mieszkał – mówił ojciec

Moja mama i siostra pukały się w czoło jak słyszały, że ojca wzięło znów na mówienie głupot. Pamiętam ostatni wieczór z moim tatą. Oglądaliśmy wtedy wieczorem program: Nie do wiary. Temat programu był związany ze śmiercią kliniczną.

– Chciałbym już bardzo wiedzieć jak tam jest – powiedział mój ojciec

Zaniepokoiły mnie te słowa.

Następnego dnia byłam w szkole na dyskotece szkolnej zorganizowanej z powodu dnia dziadka i babci. Nie bawiłam się dobrze. Moje oczy były zwrócone w okno i coś mnie bardzo ciągnęło do domu, że muszę tam być. A potem wszystko potoczyło się szybko. Ojciec zaczął wymiotować, rozbolała go mocno głowa, aż w końcu stracił przytomność. Przyjechała karetka i go zabrali. Mój ojciec miał wylew, a lekarze, gdy go wynosili z mieszkania na noszach nieśli jego głowę w dół. Bardzo długo zwlekali, kiedy mają go zabrać. Wtedy to ostatni raz widziałam swojego tatę. Mój tata zmarł w dzień dziadka 21 stycznia, a lekarz który wypisał jego zgon nazywał się R. Kit. Zmarł o godzinie 5:30. A mi wtedy przestało bić serce, ponieważ mój świat się wtedy rozpadł pierwszy raz na kawałki. Miałam tylko 11 lat. Byłam szczęśliwa i w jednej chwili straciłam moją radość z życia.

Po śmierci mojego taty nie mogłam się odnaleźć. Moja siostra, gdy tylko stała się pełnoletnia wyprowadziła się z domu i zaczęła nowe życie. Zostałam sama bez ojca i siostry. Moja mama była dla mnie bardzo surowa. Nigdy nie okazywała mi żadnych uczuć. W tym czasie całkiem znienawidziłam Boga, a właściwie stał mi się on obojętny. Co to za Bóg, że zniszczył mi życie, co to za Bóg, że odebrał mi ukochanego tatę ?

Przestałam się modlić i zagłębiałam książki jakie zostały mi po moim ojcu w tym słynną: Potęgę podświadomości znany bestseller autorstwa Josepha Murpiego. Zbierałam wszelkie książki o tematyce zjawisk paranormalnych oraz o innych religiach. Miałam 11 lat i wątpię szczerze, czy jakieś dziecko interesuje się tego typu sprawami jak ja wtedy. Próbowałam ćwiczyć medytację, ale nic mi z niej nie wychodziło. Z obrzydzeniem patrzałam na kościół katolicki, a zwłaszcza figury przedstawiające Jezusa Chrystusa konającego na krzyżu. Właściwie to śmiałam się z tego typu figur.

– Ten facet na krzyżu miał mnie zbawić – tak powtarzałam

W tym wieku byłam agresywna i jedyną formą rozrywki jaką wówczas znałam było prześladowanie starszych ludzi, dokuczanie niektórym sąsiadom oraz straszenie małych dzieci. Dzieci najbardziej lubiłam straszyć tym, że rzuciłam na nich klątwę. Bardzo się bały. Nie przejmowałam się ich płaczem, krzywdą wyrządzoną innym. Nie robiły na mnie wrażenia przerażone miny starszych osób, które zaczepiałam zupełnie bez powodu z kolegami. Nie miałam w sobie żadnych uczuć. Fascynowała mnie krzywda. Codziennie coś się działo. Na ulicy uczyłam się łamania prawa. Choć sięganie po alkohol i inne używki mnie zupełnie nie interesowały to kochałam adrenalinę podczas drobnych kradzieży. Byłam pyskata jak żadne inne dziecko. Nie miałam szacunku do nikogo i niczego. Wewnątrz jednak odczuwałam dziwną pustkę. Codziennie myślałam, że to przez brak mojego ojca. Moja mama z czasem zaczęła się bardzo zmieniać i z każdym dniem traktowała mnie coraz gorzej. Nikt mi nie wierzył, że w domu przezywa mnie od dziwki i szmaty oraz podnosi na mnie rękę. Nienawidziłam wracać do domu. Moja matka biła mnie i poniżała. Nawet podczas odrabiania lekcji potrafiła wykręcać korki bym nie miała światła podczas odrabiania prac domowych. Nie miałam o tym komu powiedzieć. Czułam się samotna. Marzyłam o śmierci.W snach często ukazywał mi się mój tata. Jakiś głos w tych snach do mnie mówił: on nie umarł. Chciałam żeby tak było.

Jest takie przysłowie z którym każdy z nas się spotkał: jak trwoga to do Boga. Pewnego dnia, gdy miałam 13 lat postanowiłam się pomodlić. Modlitwa była prosta i krótka: Boże jeśli jesteś to spraw, że Cię poznam. Daj mi jakiś znak, że jesteś…To była modlitwa rozpaczy.

Na odpowiedź na tą modlitwę nie musiałam czekać długo. Jeszcze w tym samym tygodniu do naszego domu zawitał kolega mojego taty z czasów kawalerskich. W tej wizycie nie było nic dziwnego. Ot tak odwiedził dawną znajomą moją mamę zapytać co słychać. Nie była to zwykła wizyta, bo pan Janusz w trakcie rozmowy zaczął mówić o Bogu. Szczerze nie interesowało mnie to. Siedziałam zamknięta w swoim pokoju. Moja mama lubiła takie tematy. Zdziwiła się, że ten człowiek wie tyle o Biblii. Ja jeszcze nie chciałam o tym słuchać. Znajomy mojego taty powiedział, że jeśli moja mama jest szczerze zainteresowana to poleci by odwiedził nas jeden z ewangelistów z kościoła. Szczerze, gdy o tym usłyszałam to nie byłam zachwycona. Moja mama wcześniej do domu zapraszała Świadków Jehowy. Dwie młode dziewczyny, które rzekomo pięknie opowiadały o Bogu, a dziwnym trafem jakiś czas później moja mama wybrała się do lokalu z jedną z koleżanek i spotkała tam te dwie pobożne dziewczyny w chwili jak zostały oskarżone o to, że chciały okraść jednego z klientów tego lokalu. Jakiś czas później ten ewangelista nas odwiedził. Ja oczywiście w czasie tych spotkań zamykałam się w pokoju. Czasem słyszałam zza drzwi co ten człowiek opowiada o Biblii. Pewnego dnia zaczął temat, że Biblia opisuje, że kiedyś dinozaury były stworzone. Zainteresowało mnie to. Biblia naprawdę o tym mówi, że były dinozaury. I po tym temacie wyszłam ze swojego pokoju i zaczęłam się cieszyć z tych spotkań. Miałam 13 lat i właśnie zaczynałam poznawać Biblię. I przestałam śmiać się z ofiary Jezusa, ale ją zrozumiałam. Szczęście zaczęło napływać do mojego serca. Modliłam się i zaczęłam chodzić do tego kościoła protestanckiego. Kościół nauczył mnie wielu różnic między tym co jest opisane w Piśmie Świętym, a tym co głosi kościół katolicki. Byłam zachwycona tą wiedzą. Chciałam dzielić się tą wiedzą z wszystkimi. Wtedy zaczęło się w moim życiu dziać bardzo źle. Moja matka mimo, że studiowała Biblię ze mną stawała się w stosunku do mnie bardzo agresywna. Ja czułam zmiany wewnątrz siebie. Już nie miałam ochoty nikogo krzywdzić, a wręcz przeciwnie. Chciałam naprawiać cały świat. Zrozumiałam, że za zło na świecie odpowiada Szatan. Kiedy byłam pewna wiary próbowałam o mojej zmianie i duchowości opowiadać moim koleżankom. Szłyśmy razem wieczorem we trzy. Mówiłam właśnie koleżankom, że kościół katolicki bardzo zmienił wierzenia znajdujące się w Piśmie Świętym. Dziewczyny były bardzo zainteresowane. W pewnym momencie przed nami szła kobieta. Była w dość podeszłym wieku. Ubrana była na czarno. Nie zwróciłam na nią zbytnio uwagi. Nagle kobieta wypowiedziała słowa skierowane do całej naszej trójki: Nie wolno wam rozmawiać o Bogu ! wrzasnęła z dziwną agresją. Ku mojemu zdziwieniu koleżanki uklękły na te słowa. Były przerażone.

– Widziałaś…ja nie wiem ona miała coś w oczach…coś mi kazało uklęknąć…powiedziała jedna z moich koleżanek

– Ona jakieś zło miała w oczach…nie mów nic już więcej…ja się boję.. powiedziała druga z moich towarzyszek

– Co ? ja się tylko zdziwiłam, że one uklękły przed kobietą, która z wyglądu przypominała czarownice.

Zainteresowana całą sytuacją pobiegłam w stronę w którą udała się tajemnicza kobieta, a właściwie wiedźma. Szłyśmy po parku, a ta postać dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Koleżanki od tamtej chwili już nigdy więcej nie chciały ze mną rozmawiać na te tematy. A ja czułam w głębi serca, że to nie koniec dziwnych wydarzeń w moim życiu. Czułam to całą duszą i sercem.