David Wilkerson

Może powiesz, „Myślę, że jestem dobrze przygotowany na każdy sztorm. Przecież jestem wiernym świadkiem Pana. Nie wstydzę się ewangelii i prowadzę czyste, moralne życie. Daję dziesięcinę, czytam Biblię i regularnie uczęszczam do kościoła.”

Możliwe jest, by być wierzącym, a być daleko od Pana. Fakt jest taki, że jeżeli nie spędzasz czasu sam na sam z Nim – jeżeli nie czerpiesz z Jego siły – twoje serce zwiędnie. Twoje słowa będą miały niewiele, albo żadnej siły, a twoje świadectwo będzie bez życia. Dlaczego? Ponieważ oddalasz się od źródła siły.

Nie rób tego błędu, by mierzyć twoje chodzenie z Chrystusem, poprzez twoje dobre uczynki lub służbę, zamiast Jego obecności w twoim życiu.

Nie możesz bardziej podobać się Panu – bardziej wypełniać Jego woli – niż poprzez proste przybliżanie się do Niego w modlitwie.

Wiemy o tym z życia apostola Pawła. Paweł stawiał czoła trudnym, niebezpiecznym czasom. Ten bogobojny człowiek wiedział, co to jest utracić wszystko; być głodnym i spragnionym; cierpieć odrzucenie, żyć w ubóstwie, być opuszczony; leżeć skuty łańcuchami w ciemnej, wilgotnej celi, osamotniony i zapomniany przez niektórych najbliższych przyjaciół.

Jednak Paweł nie upadł. Właściwie ten apostoł był silniejszy w każdym doświadczeniu. Jak to możliwe? Ponieważ on znał sekret zdobywania i utrzymywania prawdziwej siły.

Paweł świadczył: „W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił,… Wyrwie mnie Pan ze wszystkiego złego i zachowa dla królestwa swego niebieskiego; jemu niech będzie chwała na wieki wieków” (2 Tym 4:16-18, podkreślenie moje