Ten bardzo dobry tekst popełniła Kasia Kosik za co dziękuję tym bardziej że zbiega się to z moimi pewnymi spostrzeżeniami z sobotniej konferencji.

 

 

: Czy Bóg jest tyranem? Albo czy przypadkiem my nie jesteśmy nim czasem?

Jednym powodem, dla którego ludzie pogrążają się w swoich grzechach i tym samym oddalają swoje serca od Boga jest przeświadczenie o tym, że zostali zbawieni z łaski, i już nie muszą się starać, bo co by nie zrobili to wszystkie ich grzechy przykryte są łaską ot tak. O tym jest często mówione na blogu.

Sądzę -i tym przemyśleniem chcę się podzielić – że jest też inny nie mniej istotny powód, przez który chrześcijanie zaczynają odwracać serca od Boga i popadać w liczne grzechy.

Jest tak, gdy człowiek myśli, że Bóg jest tyranem, który narzuca na wszystko same zakazy. Gdy człowiek wyolbrzymia surowość Bożą, zapominając o Jego ogromnej miłości.

Pierwszy to wyolbrzymianie zapoczątkował wąż w ogrodzie Eden:

„Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz.” (Rdz 2,16-17)
„A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” (Rdz 3,1)

-Bóg powiedział, że Adam i Ewa mogą jeść ze wszystkich drzew w ogrodzie, poza jednym z nich. Wąż wyolbrzymił ten zakaz by wzniecić bunt w sercu Ewy i skłonić ją do grzechu, gdy zapytał ją: czy Bóg nie zabronił jeść owoców ze WSZYSTKICH drzew tego ogrodu? (Lub w innym przekładzie „nie ze wszystkich drzew”).
Bóg zwrócił uwagę na „możecie jeść”, a wąż na „Bóg zabronił”.

Zauważcie, że jest to sztuczka szatana stosowana aż do dziś w świecie – jak przedstawia się w mediach chrześcijan? Padają okreslenia „fundamentaliści”, „radykałowie”, „fanatycy”. Ci, którzy narzucają innym zakazy, nakazy i odbierają „wolność”. Myślę, że wielu chrzescijan także daje się złapać w tą pułapkę.

Pewna siostra opowiadała mi, że gdy w jej zborze pastor głosił same surowe, upominające kazania, wtedy członkowie zaczęli popadać w grzechy i odchodzić z kościoła. Nie byli w stanie unieść takiego ciężaru poczucia winy.

Nie powinniśmy robić komuś tak, że widzimy jak ciężko zmaga się z walką z jednym ze swoich grzechów, a my „dobijamy” go dokładając mu jeszcze upomnień: jeszcze musisz poprawić, to i tamto, tego dziś nie zrobiłeś, a to masz zrobić jutro. Może dla tego człowieka walka z jednym grzechem naraz jest wystarczająco ciężką batalią, nie bądźmy więc małymi tyranami. „Czyńcie innym to co chcecie aby i wam czyniono”. Czy chcielibyśmy każdego dnia słuchać po sto razy co robimy nie tak? W końcu załamałoby nas to nerwowo, lub w najlepszym wypadku stwierdzilibyśmy, że po co mamy się starać, skoro i tak nie ma szans, że dorównamy wymaganiom tej drugiej osoby. (Albo inaczej, sami sobie nakładamy takie wygórowane oczekiwania, że prowadzi nas to jedynie do poczucia beznadziei lub kryzysów wiary co jakiś czas.)

Tak też się dzieje, gdy ktoś myśli w ten sposób o Bogu. Odcina przez to siebie od Bożej miłości.

„Uznał bowiem Duch Święty za słuszne, i my też, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne” (Dz15,28)

„I wam, zakonoznawcy, biada, bo obciążacie ludzi brzemionami nie do uniesienia” (Łk 11,46)

„Przeto teraz, dlaczego wyzywacie Boga, wkładając na kark uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my nie mogliśmy unieść?” (Dz15,10)

„A Juda i Sylas, którzy również byli prorokami, w licznych mowach zachęcali i umacniali braci” (Dz 15,32)
Mamy zachęcać, a nie zniechęcać.

Tym co jest najbardziej istotne jest relacja z Jezusem.

Miłość Boga jest akceptująca. Bóg wie, że i tak przygniatają nas nasze słabości, więc nie nakłada na nasze barki więcej ciężarów niż możemy unieść. Zostaliśmy powołani do uświęcania się, lecz Bóg jest wyrozumiały i docenia nasze nawet najmniejsze starania.

Ale przede wszystkim…trzeba najpierw Boga POKOCHAĆ, szczerze przyjąć Pana Jezusa do swojego serca, żeby w ogóle być w stanie się uświęcać. Psalm 1 mówi: „Szczęśliwy mąż, który (…) ma upodobanie w prawie Pana”. Nie mąż który ma „obowiązek”, lub ten „którego zmuszają do tego”, ale ten, który ma „UPODOBANIE”. Biblia Gdańska tłumaczy tu pięknie „w zakonie Pańskim jest kochanie jego” 🙂

Na tym polega właśnie Nowe Przymierze- Nowy Testament, aby nie polegać na swoich własnych uczynkach, na spełnianiu zakazów i nakazów, które wydają nam się zbyt trudne, ale żeby we wszystkim polegać na Jezusie i JEGO MIŁOŚCI. Jego miłość tak nas przemieni, że będziemy uświęcać się kroczek po kroczku, z miłości. I wytrwamy.

Alfred Palla: „Zauważmy różnicę między wiecznym przymierzem łaski, które Bóg zawarł z Jezusem, a obietnicami ciała, jakie poczynili na górze Synaj ludzie. Zamiast „My uczynimy”, Bóg obiecuje uzdolnić nas „do wszelkiego dobra”, abyśmy mogli „czynić Jego wolę”, i to „co miłe jest w Jego oczach”. Jak to możliwe? „Przez Jezusa Chrystusa”, „na mocy krwi przymierza wiecznego”