“Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.” 

 

 

Pan Jezus nie miał na myśli smutku rozumianego jako cierpiętnictwo. Jednak musimy sobie uświadomić, że smutek nie istniał do chwili pierwszego upadku człowieka.  Uczucie smutku narodziło  się w nim, gdy człowiek zgrzeszył. Po tym pojawiły się: smutek, cierpienie, łzy i śmierć.

Cierpienie i smutek nie jest w stanie zmienić człowieka na lepsze. Jest jednak tego rodzaju smutek, który przyprowadza człowieka do Boga. Doświadczyłem tego osobiście około 6 lat temu, kiedy doświadczyłem dramatycznej sytuacji, która przyprowadziła mnie do Boga. Nie smuciłem się, ale ryczałem jak bóbr.

 

Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie ku zbawieniu i nikt go nie żałuje; smutek zaś światowy sprawia śmierć. (2Kor. 7:10).

 

Jak widzimy mamy podział na dwa rodzaje smutku i ciężko się z tym nie zgodzić.

 

  1. Smutek, który sprowadza człowieka do upamiętania
  2. Smutek światowy, który sprawia śmierć.

 

Prowadząc blog wiem, że znaczna część osób sprowadzona jest do Boga poprzez smutek, przykre doświadczenia, brak nadziei.

Błogosławieni, którzy się smucą. Smucący się w Bogu są błogosławieni. Mają przy sobie Boga, nie są od tej pory sami w smutku. Będzie ciężko, ale z Bogiem lżej.

 

 

Tyś policzył dni mojej tułaczki, Zebrałeś łzy moje w bukłak swój. Czyż nie są zapisane w księdze twojej? (10) Wtedy cofną się wrogowie moi, gdy zawołam: To wiem, że Bóg jest ze mną” (Ps. 56:9).

 

 

Nasze łzy są przez Boga  zbierane. To oznacza, że nasz smutek kiedyś w radość się zamieni.

 

 

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.

Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.

Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać”. Jana 16

 

Tak więc wszystkie nasze złe chwile, cierpienia dla Jezusa, powstrzymywanie się od zemsty, co czynił Dawid obrócą się w radość. Często już za życia. Dobrze to obrazuje przykład ciężarnej kobiety rodzącej zgodnie z obietnicą Boga w bólach. Po każdym cierpieniu przychodzi radość.

Czy zatem chrześcijanin powinien się smucić? Nie, powinien się on cieszyć każdym błogosławieństwem i z wdzięcznością wielbić Boga za to, że ma jedzenie, gdzie mieszkać, za braci i siostry w wierze.

Jest jednak i druga strona medalu. O ile wśród adwentystów panuje grobowa atmosfera, o tyle w zborach charyzmatycznych nieokiełznana sielskość. Często ludzie są pijani  radością nie widząc swych grzechów. Grunt, że wielbi się fajnie Boga w co wprowadzają takie zespoły jak Hillsong.

Tekst nie jest wyczerpujący. Można tutaj zahaczyć także o radość, wielbienie Boga,

Smutek jak stwierdziliśmy sprowadza nas do Boga. Pijaństwo wszechogarniającą łaską prowadzi do smierci.

Wczoraj pisałem o zwodniczej książce Boba George, który twierdzi że ludzie poddani Prawu odczuwają strach, poczucie winy, frustracje.

Biblia mówi, że „ dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi. ” Musimy zrozumieć, że skrucha i pokora jest nam dana przez Boga. Odczuwane poczucie grzechu – to znak, że Bóg szuka nas.

To świat nie odczuwa grzechu i nic z tym nie robi. Odrzucenie Prawa zniża nas do katolicyzmu. Czym się różni grzeszący katolik od grzeszącego antyPrawowca Prawa Bożego? Tylko tym, że antyPrawowiec w swej hipokryzji neguje katolików za łamanie Prawa w postaci drugiego przykazania. Obaj żyją z obfitości łaski.

Prawdziwa wiara to wypalanie w piecu, przez ból, ucieczka od grzechu PRZEZ  łaskę Pana Jezusa.