Długo zastanawiałam sie czy napisać swoje świadectwo. Powiedziałam Bogu, ze jeżeli będzie chciał to je napisze. Ostatnie wpisy Piotra dają mi wyraźny sygnał, ze Bóg chce abym to zrobiła, ze chyba już czas. Postaram sie umieścić najistotniejsze fakty, ale bedzie chyba długie, za co z góry przepraszam.

Moja historia zaczyna sie tak jak większości osób, rodzina katolicka zbytnio nie kładła nacisku na to, żebym miała jakieś relacje z Bogiem. Zawsze wierzyłam w Boga, ale jakoś nigdy nie miałam dla niego czasu. Jedynie w sytuacjach kryzysowych, jak to sie mówi „jak trwoga, to do Boga”.

9 lat temu poznałam mojego obecnego partnera Marka. Żyliśmy sobie kilka lat, wydawałoby sie w zwykłym związku, oczywiście bez Boga. M. Miał swoją firmę, która zaczęła mu przynosić duże pieniądze, zaczęły sie różne inwestycje, sukces za sukcesem. Dodam, ze ja nigdy nie interesowałam sie tym ile zarabia, nigdy tez nie wykorzystywałam tego do zaspokajania swoich potrzeb, byłam raczej skromną osobą, wrażliwą na cierpienie innych. Jak mogłam to pomagałam. M. Zawsze mi mówił, ze ujęłam go tym, ze zawsze ciężko pracowałam na coś, ze wyróżniałam sie od ludzi których on zna ( chciwych, pysznych, kłamliwych itd).

Na początku związku M. Nie pił w ogóle, do czasu… jakieś 3 lata po tym jak zaczęliśmy sie spotykać, zaczął popijać, pózniej jeszcze doszło zioło.. W tym tez czasie M. Kupił mieszkanie w swojej miejscowości poza Warszawą i niedługo po tym zamieszkaliśmy razem. Nigdy nie czułam sie tam dobrze. Za każdym razem kiedy tam wjeżdżałam czułam sie zle, jakby coś złego wisiało w powietrzu. Poznałam kilku jego klientów i jakoś nigdy nie czułam do nich sympatii. Wręcz unikałam spotkań z nimi.

M pił przez 4 lata, obwiniał mnie o swój nałóg, ogólnie to wyglądało tak, ze po dwóch latach picia to były ciągle kłótnie, wyzwiska, znęcanie się psychiczne, kiedyś nawet powiedział, ze mnie zabije itd. W czasie kiedy pił do oporu to oczywiście były różańce, modlitwa pompejańską. Pomagało, ale na chwile. M przeprowadził kilka detoxow, jak już myślałam, ze wyjdziemy na prostą, to nałóg Wracał z taką siłą, ze w pewnym momencie na zmianę pił i sie odtruwał. Takie zachowanie doprowadziło do tego, ze sie uodpornil na detoxy. Za każdym razem jak wracał do mieszkania nad ranem, to z kimś rozmawiał. Jak sie pytałam do kogo mówi, to odpowiadał, ze rozmawia z szatanem. Jego rodzina nie chciała nam pomoc, nikomu tez nie mówiłam o tym co działo sie u nas. oczywiście nie wszystko dało sie ukryć, ale większość nie wie jakie piekło w tamtym czasie przechodziłam. Nigdy nie miałam depresji, teraz wiem ze Bóg nie dopuścił do tego, ze pomimo tego co sie działo, On byl ciagle przy mnie. W tym czasie zaczęłam trafiać w internecie na różne strony, dotyczące spisków, Boga. Zaczęłam sie modlić tylko do Boga i prosić go o to żeby coś zrobił. Byłam jeszcze daleko do nowonarodzenia, ale czułam, żeby moje modlitwy kierować tylko do naszego wspaniałego Stwórcy.

Po jakimś czasie przyszedł do mnie M. I zaczął płakać, ze nie daje już rady, ze chciałby przestać, ale jest za słaby itd. Było już wtedy bardzo zle, zaczął sobie grabić u ludzi u których nie powinien, wdawał sie w bójki, uważał ze jest niezniszczalny i ze nikt mu nie podskoczy. Dochodziły mnie nawet słuchy, ze sie na niego szykują.

Ustaliłam z lekarzem, ze przez cały dzień bedzie podawał mu kroplówki i środki nasenne,, żeby nigdzie nie wychodził i żeby alkohol z niego zszedł. Po tym czasie miał przyjmować tabletki, po których nie można pic. Nie pamietam czy to było tej nocy czy którejś z kolei, ale pamietam, ze obudził mnie przerażający głos on już należy do mnie”. Był to tak straszny głos, nie wiem nawet jak mam go opisac, ciary i pot na całym ciele. W następnych dniach zaczęłam szukać informacji nt egzorcyzmów. Wiedziałam, ze M mi nie uwierzy i ze ciężko bedzie go przekonać do tego żeby poddał sie egzorcyzmowi. Zaczęłam do tego oglądać filmiki tego księdza egzorcysty z Anglii, oczywiście do Biblii nie zajrzałam. Nie pamietam jak to było dalej, ale do egzorcyzmów nie doszło, wiem ze to Bóg do tego nie dopuścił.

Po kilku dniach w trzeźwości, zaczęło do M docierać jak wielkiego smrodu narobił, było tak zle ze musieliśmy sie wyprowadzić z mieszkania, ja musiałam zrezygnować z pracy, bo nie było problemem dowiedzieć sie gdzie pracuje. M mi wszystkiego nie mówił, ale i tak zasiał ziarno strachu.

Po jakimś czasie sie zaszył. Jak jeszcze pił, to mówiłam Bogu, ze czuje sie bardzo samotna.

W naszym mieszkaniu jak miałam wolne to praktycznie cały czas siedziałam sama, znałam jedynie jego rodzinę i jego pracowników (bo miał tam tez jeden ze swoich lokali) jego rodzina zagorzali katolicy. Zbytnio nie lubiłam u nich przesiadywać, na imprezy rodzinne jeździłam tylko z uprzejmości. Tu mowa o Bogu, o chodzeniu do kościółka, zapraszanie księdza na różne imprezki, wyjazdy z księdzem a z drugiej strony obgadywanie, pysznienie sie itd. Zawsze sie śmiałam, ze ja nie chodzę do kościoła, ale chociaż nie jestem tak obłudna jak oni.

Wracając do tematu, mówiłam Bogu, ze czuje sie samotna. Po pewnym czasie, wydawało mi sie, wszystko zaczęło sie powoli układać. M mówił, ze przestanie tyle siedzieć w lokalu, ze będziemy więcej czasu spędzać razem itd. Okazało sie, ze jestem w ciąży. Zawsze myślałam, ze nigdy nie będę mieć dzieci, nigdy nie czułam tego instynktu, jakoś nie widziałam siebie w roli matki, to M bardziej zależało na tym żebyśmy mieli dziecko, zwłaszcza ze jest 15 lat starszy. Dodam, ze to nie przez to zaczął pic, prowadzi salon gier, ten w swojej miejscowości sobie szczególnie upatrzył, spędzał tam całe dnie, chciał mieć dobry kontakt z klientami. W lokalu był alkohol, a on sobie ubzdurał ze jak napije sie z klientem to ten bedzie częściej wracał i więcej wrzucał, co pózniej przerodziło sie w nałóg. Również to, ze jego jedyne znajomosci opierały sie na robieniu pieniądza. Wszyscy widzieli w nim tylko bank z którego mogli pożyczać, ciagle ktoś od niego coś chciał, do tego miał zobowiązania, co wywoływało stres, który wg niego mógł tylko alkohol wyciszyć.

Jak zaczęliśmy sie spotykać to zwyczajnie nie było czasu na dziecko, on rozwijał interes, ja jeszcze chodziłam na studia, a pózniej już nawet nie myślałam o tym przez jego nałóg.

Dzisiaj wiem, ze dziecko jest dla mnie darem od Boga. Nigdy nie przypuszczałam, ze córka da mi tyle radości i wypełni tą samotność o której mówiłam Bogu. Każdego dnia dziękuje Mu za to, ze obdarzył mnie tak wspaniałym cudem.

Ten czas, w którym M sie zaszył nie wykorzystaliśmy na pogłębienie relacji z Bogiem, co poskutkowało tym, ze znowu zaczęło sie dziać źle. Ja w prawdzie zaczelam czytać Biblię i zaczelam sie częściej modlić, ale wiadomo jako początkująca osoba wiele nie rozumiałam, nie potrafiłam sie modlić, wiec zaliczyłabym sie do dużego żółtodzioba. Oczywiście nic sie nie zmieniło w sprawie nie przesiadywania w lokalu, wręcz było go nawet i więcej. M przestał pic, ale za to zaczął więcej palić. Podczas ciąży nie miałam w nim w ogóle wsparcia, był ze mną chyba tylko 2 czy 3x na badaniu, w tym raz tylko wszedł do gabinetu kiedy mieliśmy poznać płeć dziecka (na tej wizycie tez pewnie by nie był, gdyby nie to ze wrócił do mieszkania akurat, kiedy szlam do lekarza). Nie interesowało go to czy dziecko jest zdrowe, z wyborem szpitala zeszło sie na ostatnią chwile. Kiedy Wiktoria miała 2mc skończyła sie wszywka, co skutkowało tym, ze M zapił. W tym okresie ja byłam znacznie bliżej Boga niż przed ciąża, zrozumiałam pewne sprawy, zmieniłam sie. czytalam codziennie Biblię, modliłam sie codziennie. Na wieść o tym, ze M zapił moja mama wpadła we wściekłość. Pytała co ja zrobię zwłaszcza teraz z małym dzieckiem, ze przecież nie pojadę zbierać jego zwłok z córką, czy po raz kolejny nie będę ratować jego tylka przed tym co wyprawa. Mama sie denerwowała, a ja czułam wewnętrzny spokój. Poprosiłam o Bożą interwencje w tej sprawie, Jemu to zostawiłam. Po chyba 2 dniach M sie znowu zaszył, za co dziękowałam Bogu. Niestety, ale jego życie bez Boga skutkowało tym, ze nie potrafił sobie poradzić z tak szybkim odstawieniem. Jego lekarz zaczął mu przepisywać tabletki na uspokojenie, na sen i psychotropy. Oczywiście w niedługim czasie przerodziło sie to w nałóg. Obecna sytuacja wyglada tak, ze codziennie przyjmuje po 40 tabletek relanium i coś koło tego hydroksyzyny, pali dużo zioła, czy bierze coś jeszcze tego nie wiem. To jak sie zachowuje, nawet nie wiem jak opisać. Gardzi wszystkimi, wyzywa, przeklina, stał sie próżny, najważniejsze dla niego sa pieniądze, nie ma dla nikogo szacunku. Przed poznaniem Boga na jego zachowanie reagowałam złością, zachowywałam sie tak samo jak on. W codziennych modlitwach proszę Boga o cierpliwość, co skutkuje tym, ze na jego zaczepki, nie reaguje tak jak on by chciał. Oczywiście demony sa przebiegle i czasem poruszają takie tematy, ze ja po prostu wybucham. Kiedyś miałam taką sytuacje, ze M zaczął mówić, ze jestem nierobem, ze mam iść do pracy ( nawet macierzyński mi sie jeszcze nie skończył), ze najlepiej żeby córką sie zajęła niańka, i że ze wszystkiego co kupiłam córce mamy sie rozliczyć po połowie. Dałam sie wciągnąć w tą gadkę, co spowodowało ze wybuchła straszna kłótnia, zaczęliśmy oczywiście poruszać inne tematy. Marka stać na to żeby nas utrzymać. Po tej kłótni poszłam do pokoju i jak zawsze wieczorem miałam sie pomodlic. Pomyślałam wtedy sobie, ze jak ja po takim zachowaniu mogę prosić o cokolwiek Boga? Właśnie pokazałam jak to naśladuje Chrystusa :(. Położyłam sie do łóżka bez modlitwy, ale moje myśli wracały cały czas do Boga. Po jakimś czasie pojawił sie wpis o tym, ze mamy sie modlić właśnie wtedy, kiedy nie mamy siły. Przepraszałam Boga za swoje zachowanie. Płakałam. Kiedyś pamietam, podczas modlitwy zapytałam Boga dlaczego tak jest? Czy naprawdę jestem aż tak złym człowiekiem, że muszę przez to przechodzić? Nigdy nie bawiłam sie w okultyzm, nie zażywałam żadnych narkotyków, czasem sie upiłam, ale to było dawno. Pewnego dnia, jak odwiedziła mnie mama, jak zwykle mówiłam jej o Jezusie. Mama skomentowała to w ten sposób „pewnie przez to ze zostałaś ochrzczona dwa razy, masz teraz takie odchyły” eee? Jak to dwa razy? No normalnie, najpierw w szpitalu, a pózniej w kościele… na początku nie połączyłam tego ze swoim obecnym życiem. Za każdym razem jak M wracał do mieszkania i zaczynał sie awanturować, wracały do mnie te słowa jak bumerang. Po kilku razach takiego wdawania sie w kłótnie, miałam strasznego dola. Pytałam sie Boga, dlaczego tak jest? Dlaczego on sie tak zachowuje? Ciagle w głowie wracał mi cytat, ze walka sie toczy nie przeciw ciału, ale przeciw zwierzchnosciom. Kilka godzin pózniej znalazłam wpis Piotra o tym, jak to demony reagują na chrześcijanina i ze dla nas jest to próba. Pamietam, jak kiedyś czytałam ewangelie i nie mogłam czegoś zrozumieć. Zastanawiałam sie do takiego stopnia, ze zaczęłam sobie na kartce spisywać żeby mieć wszystko po kolei. Oczywiście nie zrozumiałam i zrobiłam sobie przerwę od czytania Słowa Bożego. Skończyło sie tym, ze pózniej ciężko mi było wrócić do czytania. Oczywiście modliłam sie codziennie, czytałam artykuły na blogu, jakieś kazania. Spowodowało to to, ze demony zaczęły sobie pozwalać, tak ze moje zachowanie sie zmieniło. Teraz wiem, ze nie mogę sobie pozwolić na nieczytanie, z reszta nie chce. Chce mieć codziennie kontakt z Bogiem, bo wiem ze tylko dzięki Niemu jestem w stanie znieść to wszystko. Tylko dzięki Niemu wiem, ze to co sie dzieje teraz jest tylko chwilowe i ze już niedługo odpocznę, dzięki Bogu zaczelam widzieć światełko w tunelu. Pamietam tez jak kiedyś coś mnie podkusiło, w telewizji leciał akurat pitbull, zazwyczaj nie oglądam telewizji, głównie wiadomości, żeby zobaczyć jakie tam nowe kłamstwa wymyślili. Przerzuciłam na inny kanał i leciał ten film. Obejrzałam go i dopiero po tym zdałam sobie sprawę jak bardzo Bóg mnie chronił. Do M przychodzili ludzie, którzy kiedyś zajmowali sie M.in porwaniami dla okupu. Poszłam do pokoju, uklękłam i po prostu wybuchłam, zaczelam ryczeć i dziękować Bogu tak jak nigdy nie dziękowałam. Prosiłam, żeby mi wybaczył to, ze byłam tak daleko od Niego, a On tak mnie chronił. Nawet pisząc to teraz płacze. Czułam się podle, ze nie przestrzegałam prawa, ze nie wypełniałam przykazań a On mimo to mnie chronił. Kiedyś tez, jak wracałam z nocki do mieszkania, jechałam samochodem ekspresówką, zasnęłam za kierownicą, obudziłam sie w momencie zjeżdżania na prawy pas. Często mam teraz tak, ze Bóg pokazuje mi, ze On zawsze był blisko mnie.

Wg mnie M jest opętany, często mówi, ze jak gra na maszynce i chce przebić kartę to słyszy głosy, którą kartę ma uderzyć. Ostatnio nawet mi powiedział, ze widzi ciemną postać. Jak mu mówię, ze to demony, to zwala winę na halucynacje.

Jego wspólnik pyta sie mnie zawsze jak ja to znoszę, bo wszyscy ludzie którzy mieli z nim kontakt sie od niego odwrócili, tylko dzięki Jezusowi daje radę. Pomimo tego, jak bardzo M mnie zranił to ja sie o niego modle. Proszę Boga żeby zabrał od niego te nałogi, mówię Markowi często o tym żeby zaufał Jezusowi, że tylko On może go uwolnić od tego wszystkiego. Mam nadzieje, ze moje słowa kiedyś do niego trafia mimo tego otumaniania prochami.

Reasumując wiem, ze bez Boga jestem słaba. Gdyby nie relacje z Bogiem pewnie stałoby sie coś strasznego. czasem mam takie myśli, żeby zostawić to wszystko wsiąść w samochód i odjechać daleko. Proszę Boga żeby uwolnił mnie od tych myśli. Chce mieć codziennie kontakt z Bogiem, chce go codziennie poznawać, Jemu powierzyłam swoje życie, swoją dusze i swoje serce. Sa chwile, ze mam gorsze dni, ze ulegam, mam grzechy z którymi staram sie walczyć, które są silniejsze ode mnie, ale wiem, ze z Bogiem jestem w stanie sie im przeciwstawić. Jeżeli chodzi o Marka to zostawiłam to Bogu.

Bóg chce byc blisko nas, chce abyśmy jemu powierzyli wszystkie nasze sprawy, to co sie dzieje, mam na myśli sprawy duchowe, to sie dzieje naprawdę i jedyna nadzieja w naszym Zbawicielu Jezusie Chrystusie. Chwała mu za to!

 

___________

Dziękuję w imię Jezusa za kolejne świadectwo pokazujące z czego wyciąga nas Jezus.

Nie ukrywam, wzruszyłem się, ponieważ współczuję całej trójce: Katarzynie, mężowi i dziecku.

Współczuję Ci Kasiu ciężkiego życia. Niech Jezus Chrystus ma Cie w opiece.

W tym roku miałem kontakt z takim alkoholikiem. Rozmawiałem z nim przez telefon kiedy on był mocno pijany. Była manifestacja demoniczna. Coś okropnego. Z tego co wiem od tamtej pory nie pije, ale kontakt alkoholików z szatanem to jest bardzo realna sprawa.

Typowym jest jeszcze atakowanie nas przez najbliższych słowami, które nas wyjątkowo dotykają. Znam kilka przypadków, gdzie osoba atakująca, nie mogła wiedzieć o pewnych rzeczach o tym chrześcijaninie, ale powiedziała mu to. Demony działają przez nasze otoczenie.

 

Poproszę o modlitwę za tę rodzinę, a nawet wpisanie sobie do zeszytu Marka.

Piszcie swoje świadectwa na Chwałę Jezusa.