Chrześcijanie biblijni. Fan czy naśladowca Jezusa.

Chrześcijanie biblijni. Prawda dla NAŚLADOWCÓW JEZUSA CHRYSTUSA "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli"

Świadectwo Izabeli.

Kolejne świadectwo pokazujące drogę do upadku w świecie bez Boga. Szatan walczy o nas już od szkoły podstawowej. Dalej to już równia pochyła jeśli nie ma przewodnictwa Bożego. Schemat jewst ten sam: używki, ezoteryka, pycha, itp.

Dziękuję Izie za swoje świadectwo, które niechaj będzie ostrzeżeniem zarówno dla rodziców jak i młodzieży. świadczy ono także o tym, że nawet z beznadziejnej sytuacji można wyjść.

 

Zawsze czułam, że jest coś ponad nami, jakiś absolut, a my nie jesteśmy tylko nic nieznaczącym kawałkiem mięsa, czy też przypadkowo stworzonym zlepkiem atomów. Od dziecka towarzyszyła mi ciekawość świata, ludzkiej egzystencji i ogrom pytań, których przybywało coraz więcej z każdą odpowiedzią. (Pamiętam, że próbowałam kiedyś wytłumaczyć rodzicom, że ja to tak naprawdę nie ja, czułam jakbym nie była stąd. Dzisiaj już wiem o co chodziło i dlaczego tak było, a że jako małe dzieci mamy bardziej wyostrzone zmysły duchowe, to wszystko miało by sens). W poszukiwaniu prawdy i źródła życia, długo błądziłam po wszechświecie i nieświadomie otwierając bramy piekieł wpuściłam do swojego życia demony.
Ale od początku.

 

Dzieciństwo

 

Wychowywałam się w domu, w którym dominowały agresja i strach, zaś miłość okazywana była sporadycznie. Tata pił, a mama była ciągle zabiegana, choć starała się jak mogła, by poświęcić swoim dzieciom chwilę czasu. Zawsze brakowało mi poczucia bezpieczeństwa, byłam nieśmiałą, zalęknioną, zamkniętą w sobie dziewczynką pełną kompleksów. W podstawówce usłyszałam też kilka przykrych słów, a jako wrażliwe dziecko wzięłam je sobie do serca. Miałam wrażenie, że za bardzo mnie tam nie lubią, choć z tego, co pamiętam to wcale nie było tak źle. O Bogu słyszałam jedynie na religii lub w kościele, do którego mama czasami mnie zabierała, choć nigdy nie czułam w nim Bożego Ducha, a te wszystkie figurki i obrazy napawały mnie lękiem. Było po prostu dziwnie.

Później było gimnazjum, w którym poznałam nowych ludzi, wkręciłam się w towarzystwo i zaczęliśmy wspólne tańce, hulanki, swawole. Cóż, błądzić jest rzeczą ludzką, czasem obieramy niewłaściwy tor i przez długi czas tułamy się po bezdrożach życia w poszukiwaniu tożsamości, nierzadko wyrządzając sobie przy tym sporą krzywdę.

 

Pierwsze koty za płoty

 

Mając 13 lat zaczęłam chodzić na dyskoteki, pić i palić, żeby zaimponować rówieśnikom. Chciałam w końcu poczuć się kimś, dlatego swoim zachowaniem chciałam pokazać, że nie jestem „lamus” i warto się ze mną kumplować. Weekendy spędzałam poza domem, na dyskotekach lub blokowiskach, całą noc popijając różnego rodzaju trunki, a mamę okłamywałam, że śpię u koleżanki. Klasyk. Obracałam się w różnym towarzystwie, raczej nieciekawym i dość rozrywkowym, niekiedy agresywnym. Ludzie się zmieniali, ja się zmieniałam i wszystko się zmieniało, niestety na gorsze. W technikum zaczęłam pić coraz więcej i coraz częściej. Nie miało to służyć zaimponowaniu komukolwiek, bo wtedy już, że tak powiem, wkupiłam się w łaski, nie miałam jednak ochoty wysłuchiwać kolejnych awantur, których musiałam być codziennie świadkiem i ofiarą. Chciałam uciec od tego jak najdalej, więc chodziłam w tango, zapić złość, żal, smutek i zabawić się, by zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę. Nawet nie zauważyłam jak zaczęło mnie to wciągać.

 

Witaj, przygodo

 

Już w gimnazjum przestałam wierzyć w cokolwiek, do kościoła (albo obok, na wino/piwo) chodziłam jedynie z przymusu, bo czekało nas bierzmowanie, lecz zaraz po tym całkowicie odcięłam się od jakiejkolwiek formy religii czy wiary. Na przełomie lat 2010/2011 dowiedziałam się o potędze podświadomości i prawie przyciągania, co było – pozornie niewinnym – początkiem mojej podróży do piekła. Czytałam na ten temat książki, fora, przez jakiś czas stosowałam afirmacje i wizualizacje, później już rzadziej. W tym samym czasie, gdzieś po drodze przewijały mi się artykuły dotyczące spisków i spiskowych teorii, więc moja świadomość na każdej płaszczyźnie zaczęła powoli wzrastać. Niezmiennie, cały czas prowadziłam imprezowy tryb życia i lubiłam też czasem zapalić inną niż tytoń odmianę suszu.

 

Powiedział sobie głupiec, że nie ma Boga

 

Któregoś dnia doświadczyłam wyjścia z ciała. Myślałam, że umarłam i nie wrócę już do tego świata, ale dzięki Bogu stało się inaczej. Jednak wtedy Bóg dla mnie nie istniał, na każde słowo o Nim reagowałam szyderczym śmiechem, kpiłam z wiary i traktowałam z pogardą wszystko, co związane było z Bogiem, a wierzących miałam za ślepych głupców. Kontynuując, nie wiedziałam, co się ze mną stało, bo nigdy wcześniej nie interesowałam się podróżami astralnymi, wpisałam więc w Google, co to mogło być i tym sposobem trafiłam na różne fora ezoteryczne. Wielce zafascynowana ich treścią zaczęłam wsiąkać w ezo coraz bardziej, zdobywać coraz większą wiedzę, interesować się magią, wróżbiarstwem, czakrami, aurą, energiami itd., jednak wśród nich największe zamiłowanie miałam do numerologii. Liczby mówiły o ludziach bardzo dużo, wiedziałam o nich więcej, niż oni sami o sobie, co dawało mi poczucie wyższości oraz władzy nad innymi. Wiedziałam coś, czego oni nie wiedzą i w razie potrzeby mogłam to wykorzystać do własnych celów. Ćwiczyłam widzenie aury, odprawiałam różne rytuały oczyszczające, magiczne, mające rzekomo przyciągnąć szczęście, zapewnić mi bezpieczeństwo lub odpędzić zło, z którym przecież – o ironio – wtedy pracowałam, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wszystko było dla mnie jedynie potęgą podświadomości, energią kosmosu, ukrytymi zdolnościami umysłu, ale żadne duchowe byty dla mnie nie istniały. Szybko się przekonałam, w jak ogromnym błędzie byłam.

 

Imprezę czas zacząć

 

Miałam 17 lat, kiedy pojawiły się lęki i dostałam pierwszego ataku paniki. Szybka wizyta w szpitalu, tabletki na uspokojenie i do domu. Winę zrzuciłam na kaca, ponieważ dzień wcześniej porządnie zabalowałam, jednak z czasem mój stan psychiczny zaczął się pogarszać. Wraz z nim również kondycja fizyczna: duszności, bóle w całym ciele, ogólne osłabienie i wyczerpanie, co sprawiło, że zaczęłam poważnie bać się o swoje zdrowie. Pojawiły się na tym punkcie obsesje i paranoje, że może mam coś z sercem i pewnie dostane zawału, a może to astma i się uduszę, albo jeszcze gorzej – rak (płuc, jelit, żołądka, wszystkiego) i wiele, wiele innych, nawet nie zliczę ile chorób już „miałam”. Niedługo później doszedł lęk przed śmiercią z powodu choroby, wypadku, samobójstwa i innych, bliżej nieokreślonych przyczyn. Chodziłam do lekarzy po różne skierowania, spędziłam nawet kilka dni w szpitalu na badaniach, ale wyniki były w porządku, więc skierowano mnie do psychologa. Tam zdiagnozowano u mnie połączenie nerwicy z depresją. Mega. Wtedy jako zwolenniczka nauki i umysłu nie łączyłam tego z moim zamiłowaniem do ezoteryki, a raczej z nieciekawym dzieciństwem i obecnym trybem życia, co poniekąd też miało oczywiście wpływ.

W między czasie jeszcze kilka razy spontanicznie wyrzuciło mnie w astral, choć nigdy po nim nie podróżowałam. Za każdym razem jednak, kiedy stamtąd wracałam (raz ledwo się udało), przez jakiś czas czułam czyjąś złowrogą obecność. Myślałam, że zwariowałam. Nie brałam pod uwagę tego, że to wszystko może być działaniem nieprzyjaznych nam istot, ba, cóż to za brednie! Przecież to wszystko to „tylko nasza psychika”. Próbowałam to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale to było tak silne i prawdziwe, że zaczęłam rozważać możliwość istnienia innych bytów. Dalej czytałam różne fora i nadal „bawiłam się” w czarownicę, z czasem jednak zaczęłam odczuwać coraz większy lęk. I tu zaczęło robić się poważnie.

 

Hell-o

 

Coraz silniejsze lęki, natręctwa, paranoje, wizje w wyobraźni pełne przemocy i wszelkich obrzydlistw, koszmary, częste paraliże senne, inkuby, dziwne odczucia, przerażające na śmierć myśli, w tym samobójcze. W skrócie – obłęd i totalna beznadzieja. To jak mieć bad tripa codziennie 24/7, który wydaje się nie mieć końca. Karuzela paranoi i lęków kręciła się coraz szybciej, żyłam w ciągłym strachu, strachu przed światem, przed ludźmi, przed życiem, przed sobą, przed wszystkim i wszystkimi, chciałam umrzeć i jednocześnie bałam się stracić życie, było we mnie bardzo dużo sprzecznych pragnień, emocji i uczuć. Miałam tego dosyć, a z drugiej strony ten stan zaczął mi się nawet podobać, zaczęły kręcić mnie chore rzeczy i miałam chore fantazje, które wzbudzały we mnie odrazę, ale jednocześnie sprawiały przyjemność. (Co dziwne, odkąd pamiętam miałam perwersyjne fantazje w roli głównej z… szatanem i wszelkiej maści demonami, a co ja, mała dziewczynka, mogłam cokolwiek wiedzieć w tych tematach. Podobno chciano mnie usunąć, więc być może wisiało nade mną jakieś przekleństwo). Lekarstwem na to wszystko był alkohol, uciszał myśli i maskował lęki, dzięki niemu dało się jakoś przetrwać. Od piątku do niedzieli wlewałam go w siebie litrami, bywało i w środku tygodnia, czasem kilka dni, czasem kilka tygodni, różnie. Nikt nie widział w tym niczego złego, w końcu młodość musi się wyszaleć, wszyscy wokół piją i mają się dobrze, a poza tym w naszym kraju jest to norma, więc nie ma problemu. Zresztą co tu robić w tym smutnym mieście a tak, człowiek wypije to chociaż jest wesoło. Problemu nie było, tym bardziej ja go nie widziałam, jedynie moja mama zaczęła zauważać jak powoli się staczam. Oczywiście zaprzeczałam i robiłam jej awanturę, że przeżywa i żeby dała mi spokój, bo to moje życie i takie tam. Taka ze mnie buntowniczka. Próbowałam uciec od samej siebie, ale moje demony podążały za mną gdziekolwiek poszłam. Wszystko przybierało na sile, alkohol piłam dopóki mogłam ustać na nogach, w związku z czym większości imprez nie pamiętam, paliłam papieros za papierosem, kilka razy też wypaliłam zbyt dużo zioła, bo zresztą w niczym wtedy nie miałam umiaru.

 

W drodze do Szeolu

 

Dzięki praktykom ezoterycznym miałam wrażenie, że mogę wszystko kontrolować, mieć, robić, a to właśnie przez nie zaczęłam tracić grunt pod stopami. Magia i alkohol stały się moimi bożkami i z czasem zaczęłam popadać w pychę, jaka ja najlepsza i w ogóle wyjątkowa, bo takie zdolności mam (bałwochwalstwo i pycha to najprostsza droga do zatracenia). Było we mnie dużo negatywnych emocji, stałam się arogancka i pyskata, towarzyszyła mi też silna hipokryzja, osądzałam innych, choć sama niewiele się od nich różniłam. Przestałam mieć kontrolę nad sobą i nad tym co robię. Życie wymykało mi się z rąk, choć myślałam, że właśnie je wygrywam, przecież tego właśnie zawsze chciałam – być lubiana, akceptowana, szanowana i mieć ekipę, z którą mogę zaszaleć (a przynajmniej wydawało mi się, że tak było). Czułam się jakbym była na szczycie, choć tak naprawdę byłam coraz bliżej dna. Wszystko stawało się coraz bardziej zepsute. Coraz grubsze imprezy i zerwane filmy, niekiedy sceny niczym z „Warsaw Shore”, a rano kac morderca, kac moralny, totalny burdel w głowie i schizy, od których niejeden strzelił by sobie w głowę. Robiłam rzeczy, których wprawdzie nie chciałam, ale to było silniejsze ode mnie i nie potrafiłam tego zatrzymać. Następnie patrzyłam w lustro z obrzydzeniem, bo nienawidziłam siebie za to co robię i kim się stałam. Chciałam się od tego uwolnić, ale nie potrafiłam, bo nie wiedziałam jak, byłam zbyt słaba. W swej „mądrości”, żeby pozbyć się poczucia winy i potępienia – upijałam się, co skutkowało kolejnymi, godnymi pogardy posunięciami i kółeczko się zamykało. Moje myśli obracały się wokół używek, seksu, przemocy i śmierci, a cała przepełniona byłam paraliżującym mnie od wewnątrz strachem i pożądliwościami. Chciałam mieć wszystko, a nie miałam nic, oprócz cierpienia i nie mogłam też nic zrobić, bo wszystko robiłam wbrew swojej własnej woli. Byłam niczego nieświadomą marionetką w rękach diabła, wyżerał moją duszę kawałek po kawałku i niszczył mi życie, a alkohol i seks miały być remedium na moje braki i kompleksy. Brawo, wspaniała próba dowartościowania się. Otrzymałam efekt oczywiście odwrotny do zamierzonego, ale tonący i brzytwy się chwyci, byle tylko jakoś przetrwać. Desperacko szamocąc się w ruchomych piaskach grzęzłam w nich coraz bardziej, upadałam coraz niżej pogrążając się w ciemnościach, ulegając pokusom i oddając się wszelkiej rozpuście. Wszystko ciążyło mi coraz bardziej. Miałam dość takiego życia, ale że nie znałam innego, to nadal tkwiłam w tym bagnie, a nie było też nikogo, kto by mi pokazał, że można żyć inaczej. Stałam się nieufna wobec ludzi, bo nie ufałam już nawet samej sobie, świat widziałam w czarnych barwach, uginałam się pod ciężarem własnych myśli, dziwnych stanów psychicznych i dziwnych odczuć w ciele, spowodowanymi pracą z jego systemem energetycznym.

 

Światło w ciemności świeci

 

Dzięki Bogu, w drugiej połowie 2014 roku nastąpił przełom. Pojawiła się płyta Tau „Remedium” i pod wpływem jej treści coś mnie w środku poruszyło, dlatego postanowiłam zwrócić się szczerze do Boga po raz pierwszy. Nie ogarniałam wtedy tych tematów w ogóle, więc poszłam do kościoła się wyspowiadać. Rzeczywiście, po spowiedzi odczułam ulgę, jak gdyby ktoś zdjął ze mnie ciężar ważący kilka ton, zaczęłam mieć większy szacunek do własnego ciała i podniosła się lekko moja moralność. Wiedziałam już, że jest Ktoś, kto nad tym wszystkim czuwa, lecz Bóg ciągle był dla mnie obcy, sztuczny, odległy i… nieważny. Nadal piłam jak piłam, paliłam, czasami jeszcze wracałam do ezoteryki, ale cały czas szukałam Jego prawdziwego oblicza. Kilka miesięcy później trafiłam na jakiś artykuł przedstawiający prawdę o katolicyzmie i zaczęłam otwierać oczy. Jakiś czas później zaczęła się moja osobista relacja ze Stwórcą, stanęłam przed Nim w domowym zaciszu i z całego serca, wyznając i żałując za wszystkie grzechy prosiłam Go o przebaczenie. Błagałam, żeby mi pomógł. Niedługo po tym wszystko zaczęło się zmieniać, bo i we mnie samej powoli zachodziły wielkie zmiany. Poczułam Jego obecność i działanie we mnie, i moim życiu.

 

Nowe stworzenie

 

Porzuciłam raz na zawsze praktyki ezoteryczne i zostałam uwolniona od większości konsekwencji z nich wynikających, większość lęków i paranoi odeszło w ciągu jednej chwili, skończyłam z imprezami, a papierosy z dnia na dzień zniknęły z mojego życia. W związku z ogromną zmianą, ponieważ wszelkie dotychczasowe rozrywki przestały sprawiać mi przyjemność, urwało się większość kontaktów. Zmieniły się moje priorytety, myślenie i postrzeganie świata, przyszło do mnie zrozumienie i doświadczenie miłości. Takiej prawdziwej, czystej, Bożej miłości. Narodziłam się na nowo. Zaczęłam widzieć zgniliznę tego świata i brud dusz ludzkich, cielesność zeszła na dalszy plan i z czasem w ogóle przestała mieć znaczenie, a to, co wcześniej było dla mnie normalne lub akceptowalne, teraz jest obrzydliwością. Nie tyczy się to jedynie pornografii, nadużywania substancji psychoaktywnych czy innych rzeczy, z którymi miałam styczność w przeszłości, ale wszystkiego, co wbrew Boskiej naturze. I nie jest to na zasadzie „bo tak Pan Bóg powiedział”. To wychodzi naturalnie, ponieważ natura z cielesnej, zmieniła się w duchową.

 

„Jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha…” (J 3:5)

 

Pół roku temu przyjęłam chrzest wodny, oficjalnie uznając Jezusa Chrystusa za mojego Pana i Zbawiciela. Niesamowite przeżycie, które jeszcze bardziej pozwala wzrosnąć naszej świadomości i umocnić wiarę, ale przede wszystkim jeszcze bardziej jednoczy nas z Bogiem. Otrzymałam nowe życie w Chrystusie.

Po drodze zdarzyły mi się 2 mocne upadki, do tej pory zresztą zdarzają mi się potknięcia. Nadal przecież jestem tylko człowiekiem, w dodatku grzesznym, ale nigdy nie trwam w nieprawości i stronię od wszystkiego, co zepsute. Duchowa przemiana to proces, który może trwać nawet do końca ziemskiego życia. Wciąż mam też kilka demonów, które być może pozostaną ze mną do końca życia, bo być może to jest krzyż, który muszę nieść. Ale nie ma tego złego – w Bogu siła. Cały czas staram się wzrastać duchowo i umacniać więź ze Stwórcą każdego dnia. Chwała niech będzie Najwyższemu i Jezusowi Chrystusowi przez wszystkie wieki wieków!

 

Podsumowanie

 

Uwierzyłam władcy sił ciemności, że używki są lekarstwem na wszystko i nic więcej do szczęścia nie potrzebuję, a pojęcie miłości sprowadził do płytkiej pożądliwości, że chodzi tylko o seks. Nigdy w to nie wierzcie – to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo. Bardzo przekonujące kłamstwo, w którym żyłam przez 7 lat. To bydle zawsze wie, gdzie uderzyć, gdyż zna wszystkie nasze najsłabsze punkty, podsuwa rozwiązania, które rzekomo mają rozwiązać wszystkie nasze problemy, a następnie zacznie wysysać energię i niszczyć życie, pozbawiając nas przy tym zdrowych zmysłów. Sprowadzi na dno, a na końcu pozostawi samotnego, ze zszarganą opinią i nerwami, bez sił do życia, pogrążonego w beznadziei. To jest: „Dam Ci wszystko, czego chcesz i potrzebujesz, ale w zamian zabiorę Twoją duszę”. Ten, który niesie światło tak oświecił mnie swym blaskiem, że oślepłam na długo i chodziłam w ciemnej, gęstej mgle potykając się o własne nogi. Mimo to nadal uparcie trwałam w przekonaniu, że to jest droga najlepsza z możliwych. Dziękuję Bogu, że ulitował się nade mną i pomógł wydostać się z otchłani, za co jestem Mu nieskończenie wdzięczna. Bo nie było we mnie życia, a powstałam z martwych.

 

 

Dziękuję raz jeszcze Izie w imię Jezusa za swoje świadectwo. Widząc ostatnio nieco wzmożony ruch w przesyłaniu mi świadectw, zachęcam innych do spisania swych dróg do Boga, aby pokazać jeszcze nie narodzonym jak różne są to światy i aby inni zrozumieli, że Jezus na nich czeka i nie ma to związku z religią, gdyż zbawienie znaczy z greckiego „uwolnienie”. Uwolnienie od sił zła.

Updated: 2 listopada 2016 — 12:11

12 komentarzy

Add a Comment
  1. Chwała Bogu, że Cię wyratował z tego piekła..

  2. Dziękuje w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, Izo za świadectwo 🙂

    Zauważyłem, że większość rzeczy w naszym życiu przed nawróceniem, ma wiele podobnych aspektów do innych ludzi i ich doświadczeń.

  3. Piotr, czyli kamień, nie skała

    Szatan jest bardzo podstępny.
    Oferuje zło dokładnie w taki sam sposób, w jak zrobił w Edenie.
    Po 1) przyszedł pod inną postacią, nie jako zły anioł, tylko wąż którego widok na drzewie nie zdziwił Ewy. Wpasował się w otoczenie.
    Po 2) zamienił proste prawo Boga w wizję kajdan i ograniczenia wolności „Czy rzeczywiście Bóg nie kazał wam jeść ZE WSZYSTKICH DRZEW?”
    Po 3) oszukał Ewę, że to czego zabrania Bóg, tak naprawdę nie jest złe. „Na pewno nie umrzecie”
    Po 4) i że Bóg wymyślił to wszystko, nie po to, żeby uchronić nas przed pułapkami, ale żeby pozbawić człowieka czegoś dobrego „otworzą się wam oczy, będziecie znali dobro i zło”. Same korzyści.
    Te same punkty stosuje – niestety skutecznie – do dziś.
    Całe szczęście Bóg dał nam jasne wskazówki jak działa szatan, jakie są konsekwencję pójścia za nim i wyciąga do nas rękę, bez względu na to na jakim etapie tych podstępnych sztuczek się znajdujemy 🙂
    Chwała Mu na wieki wieków!

  4. dziękuję w imieniu Jezusa Chrystusa za twoje świadectwo Iza 🙂 Niech Bóg Cię Prowadzi i strzeże 🙂

  5. Mam pytanie do autorki Iza czy widziałaś coś podczas wychodzenia z ciała? W jakim celu to robilas?
    Dziękuję aby Pan Jezus prowadzil Cie kazdego dnia.

    1. No właśnie ja tego nie robiłam, w sensie nigdy nawet nie próbowałam wywołać tego stanu. To się po prostu działo, wyrzuciło mnie tam 3, góra 4 razy. Widzieć zazwyczaj nic nie widziałam, ale za to bardzo intensywnie czułam. Raz tylko widziałam jakieś drzwi, atakujące mnie istoty, jakby chciały mnie gdzieś zabrać i słyszałam ich szyderczy śmiech. Ledwo udało mi się z tego stanu wyjść. Po przebudzeniu czułam, jakbym na chwilę straciła puls, a serce dopiero zaczęło akcje na nowo…

      Wszystkich przestrzegam przed tego typu praktykami. W imię Jezusa wystrzegajcie się wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

  6. Dziękuję Izabelo za Twoje świadectwo. Chwała Tobie Jezu!!!!

  7. Większość zamieszczanych świadectw opisuje drogę od upadku do nawrócenia – Nieciekawa sytuacja rodzinna, alkohol, imprezy, okultyzm, uzależnienia… wielu, zanim przyszło do Pana, nieźle się poparzyło światem. Gdybym miał napisać moje świadectwo, to byłoby to raczej pasmo stabilizacji, domowego spokoju, wygody i braku większych życiowych problemów… Taka sytuacja również jest niebezpieczna, ponieważ prowadzi do letniości. To właśnie w czasie „ziemskich błogosławieństw” najtrudniej szukać Bożego Oblicza. Poszukiwacz Prawdy może być samotny zarówno na samym dnie, wśród najgorszych grzeszników, jak i w domowym, spokojnym zaciszu. Nie przypadkowe jest tutaj przysłowie: „Jak trwoga, to do Boga, a po trwodze dalej po złej drodze”. Gratuluję Tobie Izo, że nie wpisujesz się w drugą część tego porzekadła.
    Jeżeli zechcesz i znajdziesz czas, to napisz:
    Czy należysz do jakiegoś kościoła?
    Ile czasu minęło od Twojego nawrócenia do chrztu?
    Pozdrawiam i cieszę się razem z Tobą.

    1. Zgadzam się. Dopóki wszystko jest ok, to Bóg niepotrzebny, a przynajmniej tak się wszystkim wydaje. Przykre jest to, że przypominają sobie o Nim wtedy, kiedy jest naprawdę źle, a jak burza minie to znowu schodzi na dalszy plan…

      Dziękuję, aczkolwiek gratulacje należą się przede wszystkim Jezusowi, bo to On daje mi siłę, by przy Nim trwać 🙂

      A teraz opowiadam na pytania:
      1. Oczywiście, do Kościoła Chrystusa, który tworzymy :). A tak poza tym to nie, w moim mieście niestety nie ma w czym wybierać.
      2. Mniej więcej 1,5 roku.

      Również pozdrawiam 🙂

  8. Dzięki Iza za twoje świadectwo.Chwała Bogu,że wyciągnął Cię ze zgnilizny tego świata .Zresztą jak nas wszystkich,którzy narodziliśmy się na nowo.
    To prawda wzrastanie i uświęcanie to zadanie,które trwa do końca naszych dni,tak myślę.
    Niech Cię Bóg Ojciec błogosławi w imię Pana Jezusa Chrystusa.

  9. Bardzo wartosciowe swiadectwo ukazujace zgubne techniki stosowane przez szatana. Za wieloma osobami ,,chodza” demony aby szukac szczelin naszej wiary. Ale jak to powiadaja zlego diabli nie wezma – bo już jest ich… Dzieki za swiadectwo 🙂 trzymaj sie 🙂

  10. Piękne świadectwo 🙂 Trzymaj się i wszystkiego dobrego 🙂 Z Bogiem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Detektyw Prawdy, Dobra Nowina i Apokalipsa © 2015 Frontier Theme
%d bloggers like this: