Był koniec 1998 r. Przez ponad 20 lat wiodłem życie, o którym myślałem, że było udane; życie, które zapewniało mi wielkie sumy pieniędzy. Byłem mocno zaangażowany w przestępczość zorganizowaną najpotężniejszej rodziny mafijnej w Nowym Jorku. Wspinałem się po szczeblach hierarchii. Byłem człowiekiem dobrze znanym i szanowanym zarówno przez wielu szefów, jak i osoby wpływowe. Ekipa ludzi ulicy, do której należałem znała mnie ze zdolności do zdobywania pieniędzy. Zajmowałem się lichwą, wymuszeniami, łapówkarstwem oraz wszelkiego rodzaju hazardem i korumpowaniem związkowców. W razie wezwania, byłem też odpowiedzialny za egzekwowanie należności i zastraszanie. Tak naprawdę jeśli pewni urzędnicy mieli problem z firmą budowlaną, to ja byłem tym, do którego się zwracali. Omawiałem ich problem wraz z moją ekipą i zajmowałem się nim w każdy sposób, jak uważałem za odpowiedni.

Moja uliczna rodzina była zadowolona ze mnie i z tego, jak załatwiałem ich interesy, ale moja prawdziwa rodzina – moja żona i dzieci – nie była zbyt szczęśliwa. Jak mogłoby tak być? Ustawicznie znikałem na całe noce, co czasami trwało wiele dni, często zrywając się z łóżka w środku nocy, gdy tylko dzwonił któryś z moich wspólników. Narażałem moją rodzinę na kontakt z jednymi z najbardziej bezlitosnych, złych ludzi, jakich moglibyście sobie wyobrazić. Była ona często w niepewności, nie wiedząc, gdzie jestem, z kim jestem i czy żyję, czy nie żyję. Mój pełen przemocy styl życia regularnie wkradał się do mojego domu. To była strefa wojenna. Mogę sobie tylko wyobrażać myśli, które przechodziły przez serce mojej żony i dzieci, gdy widzieli zagubienie i obsceniczne zachowanie człowieka, który miał być ich mężem i ojcem. Byłem nieświadomy, iż moje życie było przykładem tego wersu w Biblii: „Najzdradliwsze jest serce nadewszystko i najprzewrotniejsze, któż je pozna? (Księga Jeremiasza 17:9).

Jesienią 1998 r. zabrałem ze sobą mojego kolegę Mike’a, by odebrać pieniądze od mojego klienta, który spóźniał się ze spłatami przez ostatnie dwa tygodnie. Już od dwóch tygodni z rzędu go biłem. Ale tym razem, w trzecim tygodniu, zanim zdążyłem do uderzyć, on zaczął płakać, mówiąc, że ma dość i że chce się zabić. Powiedziałem mu: „Daj mi tylko najpierw pieniądze, a potem ja ci dam broń, żebyś to zrobił”. Błagał nas, żebyśmy zabrali go do pastora albo księdza. Spojrzałem na niego i powiedziałem: „Nikogo takiego nie znam; patrzysz na samego diabła”. Usłyszałem nagle głos kolegi, jak mówił: „Mark, miej trochę serca, ten facet jest chory. Znam pastora, a dziś wieczorem w kościele jest spotkanie mężczyzn. Dlaczego by go nie zabrać?”. Spojrzałem tylko na Mike’a i odparłem: „Co, chyba sobie żartujesz?”. A on powiedział: „Nie, nigdy ci nie mówiłem, ale już od jakiegoś czasu tam chodzę”. Powiedziałem: „No to jak chcesz go zabrać, to go zabieraj. Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego!”.

Rozeszliśmy się, ale później tej samej nocy Mike zjawił się u moich drzwi razem z tym klientem i powiedział: „Mark, przejedź się tylko z nami; polubisz tego pastora, on jest z naszej dzielnicy, w której mieszkaliśmy, z Brooklynu” Powiedziałem więc: „W porządku, ale poczekam w samochodzie”. Gdy dotarliśmy do kościoła, mój kolega powiedział: „Wejdź tylko na sekundkę”. Nie chciałem, ale mimo wszystko wszedłem.  Kiedy przekroczyłem drzwi, w środku była grupa mężczyzn stojących w okręgu, po prostu przygotowujących się do modlitwy. Nagle poczułem, jak jeden z nich dotyka mojej dłoni! Obrzuciłem tego człowieka wszystkimi znanymi mi przekleństwami. Potem odwróciłem się i wyszedłem na zewnątrz do samochodu. A jednak zanim zdążyłem postawić kilka kroków po wyjściu drzwiami, wydawało się, jak gdyby ktoś do mnie mówił: „Nie odchodź. Tego ci potrzeba. Wróć. Ja tu jestem”. Usłyszałem te słowa w swoim sercu i duszy, a teraz wiem, że to był Pan Jezus Chrystus.

Próbowałem się opierać, ale nie mogłem wykonać kolejnego kroku w kierunku samochodu. Odwróciłem się i wszedłem z powrotem. Poszedłem bezpośrednio do pastora i zapytałem go, czy pomodliłby się ze mną. Po raz pierwszy w życiu schowałem swoją dumę do kieszeni. Od lat słyszałem od mojej babci, że jedyna droga do nieba prowadzi przez Jezusa Chrystusa i teraz wydawało się, że On mnie wzywał. Kiedy pastor modlił się ze mną, zacząłem płakać jak niemowlę. Poczułem obecność Boga i poprosiłem Jezusa o to, by wybaczył mi za moje podłe, złe życie i żeby obmył mnie Swoją krwią. Powiedziałem Jezusowi, że wiedziałem, iż On osobiście za mnie umarł i że zmartwychwstał, żebym mógł mieć życie. Poprosiłem Go, by został moim Panem i Zbawicielem oraz, by wziął moje życie i posłużył się nim w taki sposób, jaki uzna za słuszny. Po modlitwie pastor zwrócił uwagę na coś, z czego ja już zdałem sobie sprawę – klient, którego Mike i ja nieświadomie przywieźliśmy na to spotkanie był tak naprawdę użyty przez Boga, by mnie tam sprowadzić. To niezaprzeczalne!

Wyszedłem z kościoła czując się nowym człowiekiem. Biblia mówi: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 List do Koryntian 5:17). Wszystkie moje grzechy odeszły i wiedziałem o tym! Czułem się, jak gdyby zdjęto ze mnie ogromny ciężar. Od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać. To, co kiedyś usprawiedliwiałem jako całkowicie normalny styl życia było teraz dla mnie życiem całkowicie obrzydliwym i nikczemnym. Dzięki Bożej łasce i mocy byłem w stanie od tego życia odejść i nigdy już do niego nie wracać.

Choć wiem, że mam teraz przez Jezusa Chrystusa nowe życie, to nadal płaczę, gdy myślę o tych wszystkich ludziach, których fizycznie skrzywdziłem. W przypadku niektórych z nich nie wiem nawet, dlaczego. Po prostu byłem posłuszny nakazowi. Także płaczę i jest mi źle, gdy myślę o tym, na jakie przejścia naraziłem przez tak wiele lat moją żonę i dzieci. Dziękuję jednak Bogu, że oni nigdy mnie nie skreślili. Chwała Panu, że niedługo później oni również przyjęli Pana Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela! Bóg prawdziwie pobłogosławił moje życie!

Nie żałuję, że złożyłem swoje życie w ręce Boga i odpowiedziałem na Jego wołanie. Każdego dnia Jezus pomaga mi przezwyciężać coraz więcej resztek mojego starego stylu życia i grzechu. Nauczyłem się też, by radzić sobie ze wszystkimi moimi problemami poprzez zwracanie się ku Słowu Bożemu i szukanie Jego rady. Żyję dla mojego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, starając się być takim mężem, ojcem i dzieckiem Bożym, jakim powinienem być. Chwała Panu Jezusowi Chrystusowi, że kiedy ja Go naprawdę nie szukałem, to On szukał mnie!

Moja rada dla każdego, kto czyta te słowa brzmi: życiowego sukcesu nie osiąga się przy pomocy pięści, kija albo nawet broni. Do prawdziwego sukcesu dochodzi się poprzez Jezusa Chrystusa i Słowo Boże – Biblię Króla Jakuba wydaną w 1611 r.

Biblia mówi: „Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Boga, naszego Zbawiciela; który chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tymoteusza 2:3-4)

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bo Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby potępił świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony” (Ewangelia Jana 3:16-17)

Jeśli pomodlisz się do Jezusa Chrystusa i uwierzysz w swoim sercu, że On osobiście umarł za twoje grzechy, to wybawi cię On od piekła i zachowa zbawionym na wieki.

Mark Lantieri

 

 

 

 

Tłumaczył Jacek. Dziękuję w imię Jezusa.