Lena (Magdalena z IR) jest jedną z tych kobiet na blogu, które uważam za Bogu oddane. Postanowiła tym razem opisać swoje świadectwo, za które dziękuję.

 

 

Urodziłam się w rodzinie kochającej się, ale w dziwny sposób okazującej sobie uczucia. Przyszłam na świat jako 4 dziecko,ale 3 żyjące.

Raczej dzieckiem planowanym i chcianym nie byłam, później się o tym zresztą dowiedziałam.

Od maleńkości cierpiałam na koszmary i spadanie w dół w nicość –bardzo to było realne.

Od najmłodszych lat pamiętam,że rodzice nie mieli dla mnie czasu, mam jeszcze młodszego brata,który bardzo dużo chorował.

Całą swoją miłość i uwagę przelali na niego.

Do mniej więcej 5 roku życia 2 godziny dziennie, po przebudzeniu płakałam, nie znając powodu.

Lekko rodzice ze mną nie mieli. tylko nikt tym się nie przejmował, bo byłam zdrowa.

Szkoła to był koszmar,zero tolerancji a jak się pochodzi z takiej rodziny jak moja,czyli połowa katolików, a połowa protestantów to jest nieźle.

Szczerze to nigdzie nie pasujesz bo nie jesteś taki jak inni.

A jeszcze jak się mieszka w małej miejscowości gdzie wszyscy to katolicy i tylko ty odstajesz …

Tak wiec przez szkołę z wielkim bólem przeszłam znosząc od dzieciaków wyzwiska, upokorzenia. W domu podobnie, bo odstawałam od rodzeństwa.

Miałem problem z pisaniem i czytaniem tak wiec nazywano mnie głupkiem,nic nie wartą itp.

Szkoła średnia to jedno wielkie pasmo nieszczęść,z których ciężko było się podnieść.

Co z tego, że wiedziałam dużo o kłamstwach krk,jak sama nie byłam lepsza. Nie byłam wiązana z żadną religią bo widziałam co się w nich dzieje i tak dałam przystęp złemu uważając,że ja będę żyć po swojemu.

To znaczy,Bóg jest, ale ja mam jeszcze czas, żeby się nawrócić.

Za to okres specjalizacji to całkowite odejście od Boga i życie swoim życiem.

Pojawiła się pierwsza miłość, która po długim okresie narzeczeństwa skończyła się.

Zostałam sama z depresją i zerową chęcią życia. Po 10 latach dowiedziałam się, że on mnie kocha i chce wrócić.

W międzyczasie Pan dał mi wspaniałego i cudownego męża, którego ja zniszczyłam sobą.

Trochę w życiu wycierpiałam i stwierdziłam,że najlepiej jest jak się samemu rani niż, jak nas to spotyka.

Pan był cały czas ze mną i wzywał mnie do siebie, ale ja jestem bardzo uparta. I tak cały czas uciekałam, aż Pan dokonał tego,że należę do Niego.

Prawdę powiedziawszy uciekałam całe życie przed Bogiem,w ogóle Go nie znając.

Myślałam, że Bóg to ktoś kto jest strasznie groźny i trzeba sobie zasłużyć na to,żeby mógł mnie pokochać,a z racji tego,że byłam nic nie warta to uciekałam. Dając przystęp złemu, żyłam jak zwierzę, popełniając wszystkie możliwe grzechu.

Uważając siebie za w porządku człowieka.

Pan pomimo wszystkich moich niegodziwości cały czas był przy mnie.

Nie opuszczał ani na chwile,ale ja byłam ślepa i glucha.Nie mogłam nic dostrzec oprócz swojego własnego ja.

I mojej krzywdy, którą wyrządzili mi inni.

Jak człowiek jest marny i grzeszny dopiero może się o tym przekonać, kiedy spotka Pana na swej drodze.

Tyle razy mnie wzywał, że na samą myśl płyną mi łzy, ale ja jestem tak uparta i zbuntowana,że tylko Pan to wie.

Pan Jezus Chrystus uratował mi syna, podczas bardzo ciężkiej operacji, kiedy nie było żadnych szans na przeżycie On tam był i dał kolejną szansę.

Ale ja znowu uciekam, Pan doprowadził do tego,że postawił mnie daleko od kraju w obcym miejscu,z dala od ludzi,aby przyprowadzić mnie do siebie.

Mnie najbardziej zbuntowanego człowieka pociągnął do siebie i pokazał, że żyje, kocha mnie i umarł za mnie.

Uwolnił mnie od złego, sprawił, że fruwam ze szczęścia i daje siłę na każdy dzień.

Kochani nie marnujcie żadnej chwili w swoim życiu, tak jak ja to robiłam.