Przeszywające świadectwo czytelniczki:

 

 

Postaram się opisać wszystko jak najkrócej. Zacznę więc może od momentu, kiedy było najgorzej.

Byłam w drugiej klasie gimnazjum, ale już wcześniej (czyli jakoś pod koniec 1 kl)mój świat się załamał, jak dowiedziałam się, że moja mama jest w ciąży. Oczywiście, znienawidziłam za to rodziców, a jeszcze bardziej tego dziecka. Naprawdę, nie jestem w stanie powiedziec z jakiego konkretnego powodu. Po prostu. W tym też okresie miałam straszne myśli, nie znosiłam być sama w ciemności, nieraz zdarzały się dziwne rzeczy, kiedyś w nocy obudził mnie huk rzeczy która spadła na podłogę. Wystraszyłam się okropnie, w ciągu niecałęj sekundy zapaliłam światło i szukam wzrokiem, co to było. Przyszedł mój tato zobaczyć co tam się u mnie dzieje, pyta się, co tak stuknęłam, ja mu mówię, że coś spadło, cały czas szukając (chociaż widziałam, że nic i że wszystko jest na miejscu), oczywiście nie przyznałam się, powiedział że dobra, rano znajdę, a teraz mam iść spać. Dobrano, dobranoc. Miałam koszmary senne, nieraz płakałam całą noc, czując fizycznie, jak wypełnia mnie złość i nienawiść do całego świata. Ale to jakby nie było moje. Tłumaczyłam sobie w myślach, że przecież ja ich kocham i jestem kochana. I w końcu nic już nie rozumiałam. To było tak, jakbym miała depresję, schizofrenię, bezsenność i to w jednym czasie. Byłam sobą, czując się nie sobą. Głosy w głowie, które należały do mnie, ale jakby nie były moje. Długo to trwało, zostałam jakby wewnętrznie zniszczona. Rodzice dużo ze mną rozmawiali (głównie o tym, czemu się na nich gniewam no i o tym co ich tyczyło to im powiedziałam), okazali mi naprawdę ogromną cierpliwość i miłość. I jest mi ogromnie wstyd za to jaka wtedy byłam.

Moje uczucia, ja, ciągle się przepoczwarzały. W “następnej fazie” czułam się tak, jakby rozżarzony sztylet grzebał we mnie w środku, rozrywał wnętrznośći. Jakbym zamiast serca miała krwawiącą ranę. Ciągle. W szkole otaczało mnie bagno, pornografia też się pojawiła jako bardzo krótki epizod tej historii. Żałowałam strasznie, będąc u spowiedzi ryczałam jak bóbr. Ale czy ja w ogóle znałam Boga? Narkotyki, alkohol, kontakty z chłopakami – przed tym mnie ustrzegł. Zachował we mnie dużo dobrego, ale i tak zostałam skażona. Tak się czułam. Jak skażona. To nie znaczy, że było tylko źle, ja byłam w tym czasie szczęśliwa, śmiałam się, kolegowałam, ale tak się czuła moja dusza, a ja ignorując ją przez prawie całe dnie, musiałam sobie z nią radzić przez resztę czasu. Czułam ciągle, że jestem jakby obserwowana. Słyszałam za sobą kroki, chociaż nikt za mną nie szedł. Bałam się. Ale co tam.

Jak sobie uświadamiałam, co zrobiłam i jaka jestem, znienawidziłam siebie. Brzydziłam się sobą. Zaczęłam częściej myśleć o Bogu, rozmyślać nad tym, jaki On jest, ale mimo to nadal bylam daleko. Pewnego dnia usiadłam na kanapie w pokoju i usłyszałam w myśli: “muszę się zabić”. Tak. Usłyszałam, ale nie wiedziałam czy to ja czy nie ja. Wpadł pomysł, dość kuszący. I tak siedziałam sobie i myślałam, jakby to można zrobić. No i tak rozstrząsając różne możliwości, nagle pomyślałam: Nie możesz. A rodzina? Pomyślałaś o nich? A Bóg? Myślisz, że tego chce?

Powinnaś się zabić, tak będzie lepiej.

Zobacz ile jeszcze możesz przeżyć, ile zmienić. Poza tym, boisz się tego. Nie masz odwagi. I nagle mnie olśniło. Boże.

Uklękłam na kolana (oczywiście przed obrazkiem z I komunii) i zaczęłam płakać. I tak sobie płakałam. A to wcale nie koniec. Dalej miałam lęki, koszmary,dziwne zdarzenia, lekką depresję, ale chęci życia. To już coś. Pod koniec trzeciej klasy było naprawdę nieźle. Nawet dobrze. Poszłam do liceum, odczułam ulgę, zupełnie inna szkoła. Wszystko się pozmieniało. Teraz skupiłam się na rzeczach typowo przyziemnych. Ćwiczenia, nauka, jakieś hobby itd. Książki i hasła typu zmień swoje życie, możesz wszystko, siła przyciągania itp. Zaczęły się sny przepełnione lękiem i fascynacją i prawie wszystkie o szatanie. W kwietniu dowiedziałam się, że mama jest w ciąży. Rozpłakałam się wprawdzie, ale w porządku. Wiedziałam ,że tak jak ostatnim razem, nawet jeśli teraz jest mi z tym trochę źle, to po narodzinach i tak pokocham moje rodzeństwo. Dwa tygodnie później przed wielkanocą całą rodziną z koszyczkami poszliśmy do kościółka. Od początku mszy nie czułam się za dobrze, ale nie wiem po czy przed poświęceniem zamroczyło mnie, kolana się pode mną ugięły, oparłam się o tatę i wyszeptałam, że słabo mi, nie widząc już prawie nic. Byłam pewna, że zemdleję. Jak tylko wyszliśmy na zewnątrz od razu wzrok wrócił, świeże powietrze mnie ocuciło, tato zaniósł mnie do domu, a potem wrócił do kościoła po moich zapewnieniach że jest w porządku. naprawdę czułam o wiele lepiej. Ale ciągle mi czegoś brakowało. Miałam taką pustkę w sercu. I czułam się samotna. Później mój kuzyn był w szpitalu. Stan krytyczny, ale teraz jest już w pełni zdrowia. W kolejnych miesiącach urodziła się moja siostra. Cieszyłam się strasznie. Zaczęłam często myśleć o Bogu. Chodziłam do kościoła, zaczęłam zauważac jak działa w moim życiu i błagałam, by przyszedł do mojego serca. Duży wpływ na mnie miały też różnorodne oglądane filmiki o egzorcyzmach czy świadezctwach ludzi. W większości katolików. W Wigilię, kiedy dzieliliśmy się opłatkiem, podeszłam do mojego brata, życzył mi wszystkiego dobrego, a kiedy popatrzyłam mu w oczy, nagle, zupełnie jakby coś na mnie spadło, zalała mnie taka fala miłości, poczułam jak bardzo ich kocham, nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Łzy szczęścia ciekły mi po twarzy. I poczułam, że Chrystus przyszedł do mnie. Czułam, jak mnie kocha. Nie umiem tego opisać, bo tego nie da się po prostu zrobić.

Nadal czułam, że jestem słaba i głupia. I że Jezus i rodzina to jedyne dobre rzeczy w moim życiu. Zeczęłam się więcej do Niego modlić. Niestety,jako katoliczka zahaczałam też o jakieś koronki do serca jezusowego, modlitwy do anioła stróża i takie tam. Mimo to wysłuchiwał mnie. Czułam się wspaniale wiedząc, że Bóg wysłuchuje moich próśb. Zaczęłam się interesował świętymi, liturgią i wszystkim co się wiąże z krk. Mimo to czułam wciąż niedosyt. Czegoś mi brakowało. Chodziłam do spowiedzi, ale nie czułam się oczyszcona. Chodziłam na msze, ale słabo czułam jakąkolwiek “łaskę”. Widocznie za mało się modliłam. Wciąż jestem zbyt grzeszna. Na moje 18 urodziny rodzice zamówili mszę. Poszliśmy. Akurat nie mogłam iść do komunii. Nie szkodzi. Kiedy księża prosili Boga o potrzebne mi łaski, wcale nie czułam się jak grzesznica. Byłam szczęśliwa. Moje urodziny i kilka następnych dni spędziłam wypełniona miłością. Nie mam pojęcia jak to było możliwe. To znaczy, wiem, że to Chrystus, ale nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Cały czas byłam spokojna, radosna… Coś cudownego. I w końcu w sierpniu podczas przeglądania internetu, nasz kochający Nauczyciel podsunął mi stronę chrześcijaniealpha.pl bodajże. Przeczytałam wszystko jednym tchem. To było właśnie to. Potem trafiłam na Pańską stronę i od tego czasu staram się. I nie muszę chyba mówić, że koszmary zniknęły 🙂 ? Czasem coś się jeszcze zdarzy. Ale teraz mam oparcie i ufność w Chrystusie. I wiem, że nic nie może mi się stać. Upadam jeszcze, ale staram się i walczę. To ciężkie. Wszystko dokoła. Jakby każdy się starał sprowadzić mnie na manowce. Ale nie poddam się. Rodzice się dziwią , czemu przestałam chodzić do kościoła, bo wcześniej tak latałam. Bardzo źle się czuję, że nie umiem im odpowiedzieć. Mam mętlik w głowie, brak mi odwagi. Poprosiłam Jezusa o pomoc. I wprawdzie zmieniło się tylko tyle, że teraz codziennie czytamy Biblię, to i tak dużo. Małe kroczki. Miałam się nie rozpisywać i w zasadzie dużo ominęłam, ale i tak przepraszam za obszerność materiału :). Niech będzie chwała i cześć naszemu Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi !

“Manna