Coraz częściej czytam, jak to nasze rodziny na Biblię reagują emocjami, niechęcią. Moja mama, co wspominałem, nawet potrafi wybuchnąć. Mogę mówić o Platonie, o astrologii, o pogodzie czy wrtóżeniu z fusów, ale jak chce zacytować Biblię, to włącza się agresor. Normalnie jak guzik na pilocie. Myk i mam kłótnie.

Może zróbmy tak: jeśli ktoś z naszej rodziny będzie się z nami kłócił, to powiemy “bo zacytuje Biblię”. Wtedy nasz rodzinny adwersarz spłynie niczym kajak z nurtem rzeki.

 

Biblia to taka magiczna księga. Wystarczy ją zacytować lub nawet tylko pokazać, a inni dostają alergii, trzęsą się, wpadają w szał.

Skoro jest dzieć tzw Prima a aprilis, to może zróbmy Bible November i straszmy Biblią.

Oczywiście to tak żartem w tym dziwnym świecie, w którym nam ciężko żyć.