Zacznie się dość standardowo czyli rodzina katolicka i mama uczy zdrowasiek. W czasie dorastania miałem wielkie problemy z moim ojcem, tak mnie naciskał i dołował że zmienił mój charakter i z pogodnego dziecka stałem się nieczułym głazem albo raczej takim który tłumi wszystkie emocje. Efekt tego był taki że moją rodziną stali się znajomi a domem pub. Nawet kiedy poszedłem na studia to wracałem do rodzinnego miasta po to żeby spotkać się z kumplami a nie z rodziną. W tym okresie zrobiłem dużo głupot których teraz żałuję, w tym spowodowanie wypadku po pijanemu, kradzież, uszkodzenie sobie kręgosłupa oraz zorganizowanie imprezy w niebezpiecznym miejscu na której jedna z osób mogła się zabić, teraz jak sobie o tym przypominam to aż mnie ciarki przechodzą. Na szczęście Pan Bóg za każdym razem zatrzymywał tragedię o milimetry, a teraz już wiem żeby nigdy więcej Jego cierpliwości nie wystawiać na próbę przez moją lekkomyślność.
Jeśli chodzi o kontakt z Bogiem to w którymś momencie po liceum zacząłem się modlić do Boga w prawidłowy sposób czyli bezpośrednio, problem był tylko taki że uparłem się na coś i koniecznie to chciałem od Boga otrzymać. Chodzi o to że wtedy przez złe kontakty z rodziną miałem zerową samoocenę i potrzebowałem czyjejś bliskości przez to moja uwaga była głównie skupiona na szukaniu sobie dziewczyny, a moim priorytetem salo się wiecie co. Niestety żaden mój związek nie można uznać za uczciwy bo albo był nieuczciwie zbudowany albo po prostu ja byłem nieuczciwy, nie będę wchodzić w szczegóły ale piekło na pewno mi się za to należało. Tak czy inaczej w którymś momencie spotkałem wreszcie bratnią duszę, która miała podobne problemy co ja w rodzinie, a może nawet większe przez co bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Problem był tylko taki że nic kompletnie do niej nie czułem a bardzo chciałem. Więc któregoś dnia pierwszy raz w życiu szczerze i z otwartością pomodliłem się bezpośrednio do Boga o to żebym się w niej zakochał. Na pewno nie zgadniecie ale Pan Bóg długo nie zwlekał z tą prośbą. Teraz wiem że On wtedy już wiedział jak to się wszystko skończy coś w stylu “jak chcesz czynić swoją wolę to proszę bardzo”. Po pierwsze nie zrobiłem tego ze szczerego serca ani dobroci tylko z samolubstwa i chęci przyjemności, po drugie w tamtym czasie otwarcie bluźniłem Bogu. Więc moja postawa w modlitwie była roszczeniowa i wbrew Bogu. Ja wiem że Pan Bóg mógłby w końcu pobłogosławić ten związek ale ja za każdym razem dokonywałem złych wyborów przez co był on katastrofą nie tylko dla nas ale też innych ludzi. Lata kierowania się emocjami, zdrad, zazdrości, depresji przy okazji zostawiając ogromne rany w moje psychice przez które jeszcze bardzie się zamknąłem. Przy okazji prowadziłem sudeckie życie w oparach alkoholu, dymu i gier komputerowych. Wiadomo że długo tak się nie da.
Zabawne jest to że zawsze myślałem ze dożyję tylko 24 lat, nawet snułem wielokrotnie plany jak się w tym wieku zabijam. Gdyby nie Bóg to wiele bym się nie pomylił. W końcu przyszedł 2010 rok (24 lata) zacząłem coraz bardziej podupadać na zdrowiu, bóle brzucha, niska waga i stres, zarówno przez depresję jak i styl życia. Któregoś dnia jak jechałem z przyjaciółką i jej znajomymi do Krakowa nagle straciłem czucie w nodze, czułem tylko drętwy ból. Więc szybko szpital, badania. Trzymali mnie tam 2 tyg. bo nie mogli dojść po pierwsze co to jest a po drugie dlaczego jeszcze żyję. Okazało się że mój rdzeń kręgowy wygląda jak przepuszczony przez maszynkę do mięsa gdzie nerwy są poplątane między dziesiątkami cyst, a przy okazji na samym środku na wysokości serca był wielki guz (prawdopodobnie to efekt wypadku na imprezie 5 lat wcześniej, o którym nikomu nie powiedziałem, a objawy po prostu zignorowałem). Jeździliśmy po Polsce ale nikt nawet tego dotykać nie chciał, więc w wieku 24 lat żyłem z wyrokiem śmierci. Niestety byłem też u Nowaka i innych szamanów (taka ciekawostka u Nowaka wszystkie rośliny były zwiędnięte, to najbardziej stamtąd pamiętam). Tak czy inaczej na mnie to nie działało dzięki Bogu.
Teraz cuda od Boga: pierwszy cud jaki mnie spotkał to to, że poznałem dziewczynę która ma prawdziwie dziecięce serce do Boga, to ona modliła się za mną dniami i nocami, kiedy (kolejny cud) zbiegiem różnych okoliczności znaleźliśmy w USA lekarza, który podjął się operacji tego guza, przy okazji znalazły się też pieniądze, bo ta operacja była niesamowicie droga. Tak więc pół roku później, 2 dni po operacji uczyłem się chodzić na nowo, miesiąc później byłem już na rehabilitacjach z powrotem w Polsce. Ta choroba spowodowała że bardzo spokorniałem, zacząłem też czegoś szukać, przeglądałem internet łapiąc każdą informację która opisuje świat. W fizyce, przyrodzie, ekonomii, historii i zacząłem zauważać że wszystko się nie zgadza, takim sposobem trafiłem na wiadomo jaką stronę czyli zbawienie.com. Tam się dowiedziałem dużo pożytecznych rzeczy np. tego żeby poprosić Boga o zrozumienie podczas czytania Biblii. Więc pewnego wieczoru drugi raz w swoim życiu pomodliłem się szczerze prosto do Boga tyle, że tym razem zgodnie z Jego wolą co oczywiście wydało tysiąckrotny owoc i zmieniło całkiem moje życie.
Oczywiście sama wiedza nie wystarcza, dlatego też moje problemy się tak od razu nie skończyły. Bo o ile zacząłem czytać Biblię i udzielać się na forach Biblijnych to moje nawyki niewiele się zmieniły. Związałem się z tą dziewczyną ale przeze mnie nie układało się nam ponieważ mimo wiedzy Biblijnej dalej byłem niezdecydowany i nie kierowałem się Bożymi zasadami i dalej byłem emocjonalnym głazem. W końcu się pobraliśmy (wiedziałem z Biblii że to nie może być katolicki ślub) wszystko było super przez jakiś czas ale potem było jeszcze gorzej, aż w końcu nie mogliśmy ze sobą wytrzymać, moja żona wyjechała za granicę na pół roku a ja miałem czas na myślenie i  na modlitwę. Przez ten czas dużo się nauczyłem i zastosowałem w praktyce, wtedy chyba był przełom w moje wierze z wiedzy na właśnie wiarę. Niestety jak moja żona wróciła zażądała rozwodu, dużo się wtedy kłóciliśmy, wróciły problemy zdrowotne. Pomyślałem sobie że znowu stracony związek, z drugiej strony pomyślałem że przecież ja wierzę i moja żona wierzy więc z Bożą pomocą to nie może się skończyć. Dlatego bardzo szczerze zacząłem się modlić do Boga w pierwszej kolejności o wiarę, o to żeby mnie doskonalił, ćwiczył , o stłumienie gniewu do moje żony i naprawę małżeństwa.
Przy okazji trafiłem na stronę detektywa, gdzie wtedy akurat był temat problemów małżeńskich, więc się dużo nauczyłem i zaraz wszystko wcieliłem w życie. Z żoną postanowiliśmy że będziemy walczyć, pamiętam nawet że pisałem na stronie prośbę o modlitwę. Ktoś odpisał że się modlił. W tym czasie moja żona wieczorami miała jakieś dziwne ataki płaczu i agresji jak czytałem jej Biblię. Wtedy akurat był szeroko dyskutowany temat uwolnień więc od razu zacząłem się modlić, i tak przez dwie noce, po drugiej modlitwie wszystko się nagle skończyło, a moja żona powiedziała że chce być ze mną. Całkowicie skończyły się ataki, kłótnie i nasze problemy. Teraz znowu jesteśmy normalny małżeństwem, dodatkowo Pan Bóg wyciągnął nas siedliska studenckich imprez w którym spędziłem 10 lat i teraz mieszkam na wsi gdzie są grzyby i sarny.
Przy okazji z racji tego że mój ojciec przeszedł na emeryturę i pomagał mi przy remoncie udało mi się bardzo poprawić z nim relacje, wybaczyłem mu wszystko i możemy w miarę normalnie ze sobą egzystować.
Jak widzicie Pan Bóg jest bardzo łaskawy, naprawił całe moje życie, uzdrowił mnie, dał mi wierzącą żonę i poprawił relacje z rodziną. Ale zostawił też kilka rzeczy z którymi sam muszę się zmierzyć i tu niestety wykładam się raz za razem. Chodzi o moje stare nawyki czyli nikotyna i piwo którego lubię się czasem wieczorem napić. Ale jako człowiek biorący wiarę na poważnie nie mogę sobie pozwolić nawet w minimalnych ilościach na te używki, bo potem nie mogę się modlić. W moim przypadku to jest właśnie furtka dla szatana przez którą on wchodzi do mojego życia i się wykładam na kolejnych rzeczach. Ostatnio nawet mam takie myśli że skoro nie mogę sobie poradzić nawet z nikotyną, która powoduje różne inne złe rzeczy w moim życiu, to może się w ogóle nie nadaje do Boga. Już uszami wyobraźni słyszę jak szatan zaciera ręce na takie moje myśli. Ale ja wiem że mój Pan Jezus mi pomoże i będzie mnie uczył i wzmacniał. Ja będę walczyć z moim lenistwem duchowym a Pan mi doda sił.
Trzeba pisać o cudach jakie Bóg dokonał żeby nie spowszedniały, sam z doświadczenie wiem że takie rzeczy z czasem obojętnieją, a człowiek zapomina jaki Bóg mu dał dar. Ja dziękuję Bogu za wszystko bo bez Niego byłbym niczym.