Około 3 tygodni temu postanowiłem skontaktować się z pewnym znajomym, który ok 2 lat temu, co zresztą pisałem, kiedy mu dałem pracę postąpił niecnie. Był wtedy alkoholikiem. Przełamałem się te 3 tygodnie temu i skontaktowałem się z nim. Był bardzo rozgoryczony, dużo przeklinał, no i oczywiście nadal pił. Przyczyną jego goryczy było odejście od niego żony z dziećmi oraz to, że żona uczyniła mu wiele zła. Poprzez oczernianie jego osoby spaliła mu kontakty w mieście, podpisała niekorzystną umowę za jego plecami, przez co stracili ogrom pieniędzy. On nie mogąc sobie z tym poradzić pił.

Na drugie spotkanie z owym kolegą, przyjechałem z Biblią, cytując fragmenty dotyczące jego życia. Na co on odparł: “wiesz… w pracy mam takiego człowieka, który kończył jakąś szkołę z religii”. Na co ja:  “teologie?”.

On: “chyba tak”.

Ciągnął dalej: “powiedział mi on, że z tymi religiami to jest tak, że ktoś sobie pozakładał je, by mieć kase z tego i tak jest do dzisiaj”.

Ja mu odparłem: “to on poznał religie, ale nie poznał Boga”. Kolega nic się nie odezwał.

Generalnie przez tydzień dzwonil do mnie i rozmawialiśmy po ok. godzinie. Raz poszedłem z nim na przechadzkę z tabletem i na ławeczce pokazałem mu na You Tube świadectwo Piotra Stępniaka. Na ile mi pozwalał w naszych rozmowach, wstawiałem jakieś cytaty z Biblii, ale nie komentował. Do soboty 12 wrzesnia. Wtedy to zadzwonił do mnie i powiedział:

“Piotr, wiesz co? ja od dzisiaj nie pije juz alkoholu. Nie chce takiego życia.”

Prawie się codziennie modliłem o niego, aby Bóg dotknął jego serca.

Za chwilę powiedział: “wiesz co, mam tę małą książeczkę i chyba zacznę ją czytać”.

Z ciekawością zapytałem: “jaką książeczkę”.

On: “no tę Biblie małą”.

Oczywiście go wsparłem, mówiąc że świetna decyzja itd. O ile byłem podejrzliwy do jego rzucenia alkoholu, o tyle w czytanie Biblii w ogóle nie chciało mi się wierzyć. No ale powiedziałem sobie poczekamy, zobaczymy. Zdałem się na łaskę (moc) Boga.  Mijały dni. Podpytywałem go czy nie pije. Powiedział, że nie.

A teraz najlepsze. Właśnie po kilku dniach od owej deklaracji zadzwonił do mnie i powiedział tak:

“wiesz co Piotr, tak czytałem tę biblię i ja po prostu przebaczam swojej zonie wszystko, bo jest napisane aby przebaczać bo Bóg nam wtedy przebaczy”.

 

Innym razem powiedział : “ja nie chce juz patrzeć na jej źdźbło w oku i oceniać ją”.

 

Łezka mi się w oku zakręciła.. Byłem w szoku. Jeszcze 2 tyg temu strasznie był cięty na żonę.  Od tamtej pory codziennie mówi mi o zyciu swym w kontekście Biblii. Powiedział ” wiele osób skrzywdziłem, ale teraz chce iść inną drogą”.

Dodał :”chce pokazac rodzicom i bratu w więzieniu, że udało mi się”

 

Niedawno zdenerwowałem się na pewna osobę i mu o tym opowiedziałem. Kolega rzekł “uspokoj się, jest napisane w Biblii błogosławieni cisi, wycisz się”. Rozbroił mnie tym tekstem. Czytałem to wiele razy, ale on potraktował to tak prosto i dosłownie.

I wiecie co jest w tym dobre? to, że on człowiek notabene prosty, ma niezwykle ciekawe spostrzeżenia, interpretacje z NT.

Ja i znaczna część z nas, jesteśmy niejako skażeni tekstami o Biblii. My zaczęliśmy od stron www etc. On jak tabula rasa od źródła zaczął.

Mało tego, ja od niego uczę się miłości! Otóż mówi, że wszystko żonie wybacza, całe zło. Powiedział, że ją kocha. To zapytałem, “a gdybyś się dziś dowiedział, że zdradziła Cię wczoraj (był chorobliwie zazdrosny)?” On; wybaczyłbym, ale jakbyśmy się zeszli i zrobiła to jeszcze raz, to już nigdy bym jej nie wybaczył.”.

Bardzo zależy mu na rodzinie.

 

Chwała Bogu Ojcu!!!

Bóg jest WIELKI.

ps

Proszę o modlitwę za tego człowieka.